Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!

czwartek, 20 marca 2014

O tym, jak mi Babka dziurę w brzuchu wierciła!

Kiedy byłam płochym dziewczęciem, które liczyło sobie wówczas raptem czternaście wiosen, to w mojej szkole podstawowej, dyrekcja łaskawie zezwoliła na urządzenie "Wieczorku". Ta marna imitacja Studniówki, miała być dla nas nagrodą za skończenie jednego stopnia edukacji i rozpoczęcie następnego. W czasach, o których mówię, tak zamierzchłych, że aż nieprawdziwych, nikt nie słyszał o orkiestrach, kateringach i miękkim papierze toaletowym, wszystko musieliśmy załatwiać we własnym zakresie.
Kilka dni przed imprezą, na sali gimnastycznej pojawiły się społecznie wybrane, w drodze sprawiedliwego losowania (czyli ci, którzy byli zbyt tępi by zwiewać lub mieszkali blisko szkoły) grupy i, w zależności od przydział zadania, albo dymali balony albo upinali na suficie wojskowe siatki maskujące.


Dla tych co nie wiedzą- siatka maskująca, to relikt przeszłości, trzymany "na wypadek wojny", który miała na wyposażeniu każda szkoła. Były one w kolorze zielonym i, w pięćdziesiąt lat po zakończeniu działań, składały się już tylko w 90% z kurzu i w 10% ze zdechłych moli.

Dzień przed imprezą, chłopaki podkradali ojcom Old Spice'a i krawaty, a matki kręciły dziewczynom loki "na piwo" albo robiły "tapira". Chodziły pogłoski, że jedna z drugą miały trwałą (no, przyznać się, kto robił!), ale nikt tego nie potwierdził, bo to była przyjemność zarezerwowana dla dorosłych!
Mniej więcej, w tym samym czasie, babcie piekły ciasta i ciasteczka na poczęstunek.
Moja babcia upiekła szarlotkę. Do dzisiaj pamiętam, że miała ona wymiary co najmniej płyty kartonowo-gipsowej:

Metr dwadzieścia na dwa sześćdziesiąt!

Ciasto było ciężkie od jabłek i musiałam je zawieźć na balety taksówką, bo blacha była zbyt wielka i nieporęczna na podróż autobusem.

Na tym wieczorku wybawiłam się jak nigdy przedtem i nigdy później. Nagle okazało się, że moje długie nogi nie są pająkowate, moje króciutkie włosy są lepsze niż wymyślna fryzura i mini to nie był najgorszy pomysł.
Udało mi się zatańczyć szybkiego "przytulańca" z chłopakiem, w którym nie dość, ze wtedy byłam zakochana na zabój, to jeszcze był o głowę ode mnie wyższy, a to zawsze był wyczyn.
Impreza zakończyła się około dwudziestej pierwszej, a ja wróciłam do domu pijana...
Pijana szczęściem, tańcem i atmosferą- wtedy najwięcej procent, na tej imprezie, miały perfumy Pani Dyrektor!

"Wieczorek" odbył się kilka dni przed końcem roku.
Dzień przed rozdaniem świadectw, gdy byłam bardzo zajęta planowaniem ślubu z tym dryblasem od pierwszego tańca, nagle na ziemię sprowadziła mnie babcia, która kategorycznie zażądała zwrotu blachy od ciasta. Choć rzeczy tak przyziemne, jak korekta stanu sprzętu AGD w domu, nie interesowały mnie ani trochę, to zdawałam sobie sprawę, że wściekły pies, którego pchła ugryzła w jaja, nie jest w połowie tak niebezpieczny, jak moja babunia, gdy była zła.
Poszłam do szkoły i stanowczo domagałam się wydania naczynia. "
- A, które je twoje? Hię?- zapytała ta kucharka z grubym nosem.
- Ciasto żeśta żeżarli, a blachy to my musielim pomyć!- dodała ta z brodawką na czole.
Przyznam, że wówczas nie wiedziałam, która blacha jest moja, ani nie pisnęłam, że się do ciasta babci zwyczajnie nie dopchałam i nie uszczknęłam ani okruszka.
W końcu przyszła trzecia kucharka. Taka "Kucharka wszystkich kucharek" i pokazała mi gdzie, na suszarce, stoją blachy i talerze, po które się nikt nie zgłosił.
Pamiętam jak dziś: TRZY identyczne w każdym calu blachy.
TRZY!
IDENTYCZNE!
Krzyk babci do dzisiaj dźwięczy mi w uszach: "Coś mie tu cholero naniosła!?! Dzie moja blacha!?! Dzie? Łokradli mie! Tako blache ponieśli!"
Tak... Babcia też była z zawodu kucharką....

Historia ta nie ma happy endu.
Od tamtego dnia, do śmierci babci minęło jedenaście lat. Długich na tyle, że nakupowałam jej z siedem blach do ciasta. Dużych, małych, głębokich i płytkich. Żadna nie pasowała. Nigdy nie zmyłam z siebie hańby!
Babciu, gdziekolwiek jesteś, odpuść mi już, ja na serio nie wiedziałam, która jest nasza. Wszystkie wyglądały tak samo!

No, a teraz lalka!
I pewnie się zastanawiacie jak mi się uda powiązać tytuł, historię o babci i lalkę?

Ano prosto:

Pewna "Ktosia" dla mnie wyjątkowa osoba, jakiś czas temu namówiła mnie na lalkę i sobie sprawiła identyczną. Ktosia się swoją zachwyciła, a ja... Dość powiedzieć, że zastanawiałam się już nad wymianą, sprzedażą, całkowitą demolką i rozpuszczeniem jej w kwasie. Lalki rzecz jasna!
Iskra nie przeskoczyła. Nie ma miłości pomiędzy mną, a panną.
Ktosia wymogła jednakowoż obietnicę, że w ramach uczczenia urodzin własnych, mam napisać posta, o tym, jak to mi się lalka podoba i absolutnie nie ma opcji, bym się z obietnicy wykręciła. Dodam jeszcze, że Ktosia trzyma lalki w pudłach i bardzo jej zależało na relacji bezpośredniej z "macanka".

O jakiej lalce mowa?


 Flashdance Barbie z 2010 roku:


Może, zanim ja zacznę marudzić, to poczytajcie sobie opinię kogoś, komu ta lalka się serio podoba, czyli Ani z DollSecondHand, która w przeciwieństwie do mnie, zna film i umie ustawić lalkę tak, by pozowała.


A to już moja Flaszka:












Czego ja nie mogę znieść we Flaszce to to, że siedzi, patrzy tymi wielkimi oczami, a fryzurę ma taką do rzyci! (No, jak można się śmiać, jak ma się taką fryzurę?! Toż już lepsza była ta trwałą robiona w tajemnicy!)
No loki to jeszcze rozumiem...
Ale ta grzywa na pół czoła!


O taka, o!

Te nogi!- jak u pająka! Nawet posadzić jej nie umiałam! Cały czas miałam wrażenie, że te kopyta są o metry za długie!



A jeszcze Ktosia jęczy: "A gdzie masz sweterek? Co zrobiłaś z tym cudnym, szarym sweterkiem?"
Jak ta moja babcia za blachą...

Nie ma sweterka kurde! Kota zeżarła!
A potem wypluła!
A potem nie chciała żreć na nowo!
A potem na siłę wepchnęłam jej go do gardła! Arghhhhhhhhhhh!


I wczoraj, gdy ta sesja zdjęciowa rodziła się w bólach straszliwych, to na mnie spłynęło objawienie.
Ta lalka na blogu, to ma być prezent dla Ktosi. Za to, że fajna z niej babka. Za to, że jest!

I ja, żeby to zrobić dobrze, to musiałam najpierw Flaszkę polubić.
A żeby polubić, to musiałam przebrać.

I oto ona:

















I nawet znalazł się inny sweterek "oversize". I rajty w paski! A wiem, że "Ktosia" lubi rajty w paski!
I martensy! Czerwone!

I wiecie co?- na serio polubiłam tę lalkę!
I już nie mówię na nią "Flaszka", tylko "Ania", bo Ania pierwsza mi pokazała, że ją się da polubić!

I tak naprawdę, ten szary sweterek też nie ucierpiał. Po prostu, inna lalka w nim biega:


STO LAT
M.




http://kawaii-pixel-girl.deviantart.com/

49 komentarzy:

  1. Siatka maskująca! <3
    Zupełnie zapomniałem o istnieniu tegoż wynalazku! A przecież podobnie było i w mojej szkole, siatka zawsze stanowiła nieodzowny element wystroju sali gimnastycznej z okazji wszelakich imprez! Niezwykle "elegancki" element!
    Pomimo iż historia z blachą nie zakończyła się pomyślnie i tak wywołała uśmiech na mojej twarzy! :D
    Co do samej lalki... Nijak mnie ona nie przekonuje. Może dlatego, że nie znam za dobrze filmu, może dlatego, że nie przepadam za moldem Mackie, a może wynika to z mojej niechęci do ciał artykułowanych? :/ Ciężko powiedzieć... Ale przyznam, że Twoja stylizacja i sesja ( <3 ) dodały jej uroku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę Ci podkadzę- każdy komentarz od Ciebie, to jak mała niespodzianka ;)
      Flashdance kupiłam przypadkiem i najbardziej, to nie mogę przeżyć niewspółmiernej ceny do... ja wiem... zajebistości?
      Nosz kurde- lalka za takie pieniądze, to powinna mi stopy masować, a nie tylko siedzieć i się uśmiechać ;)

      Usuń
    2. Króliku, nie ma co kadzić ;) Aczkolwiek mi miło ;)
      Żeby nie było - rzadko komentuję, ale Twój blog jest jednym z pierwszych, które odwiedzam każdego dnia w poszukiwaniu aktualizacji :)

      Usuń
  2. Jaki królik miły. I losy blaszki też mnie zafrapowały, ciekawe komu się trafiła, i czyja babcia musiała uświadamiać niewiernych o niższości waszej blachy?

    Fajna lalka, zresztą każda o tym łagodnym spojrzeniu ma moje uznanie. Może dlatego, że mi ostatnio trochę niełagodnie na tym niepaszczackim świecie.
    O, kaloszki też ma niezłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ba! Przyjmuję zamówienia na życzenia urodzinowe, chrzciny i inne okoliczności ;)
      Faktycznie- lalka ma lico łagodzące obyczaje!

      Usuń
  3. O Kochana! Rozumiem Babunię jak nikt- choć umiem upiec biszkopt idealny w "byleczym"- najbardziej kofam moja tortownicę tak na oko ok 20-sto letnią...starą, burą i zwinklowaną...jest najlepsza!!!! Nikomu jej nie oddam i pilnuje jak źrenicy oka;)
    Lala ma fryz...jak moja Pani od chemii z podstawczaka! Identiko!
    Wybaczam jej jednak bo lubię tę Mackiemordkę;) Oczywiście jako Stylistka gwiazd jesteś znakomita- a Twe stylizacje powalają na kolana!
    Przesyłam wiosenne kolorowe uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jedenaście lat? Chyba jest jakaś granica pamiętania krzywdy?!? Tym bardziej, że w tych "moich" blachach szarlotka smakowała tak samo dobrze!

      Usuń
  4. Babcie są pamiętliwe i za to je kochamy. Tak, zdecydowanie. :) Przypominam sobie zdjęcia, jak wyglądała moja mama z nieudaną trwałą, o sto lat starzej niż teraz. A jednak często mawia, że nigdy nie czuła się tak młodo, jak wówczas. Coś w tym jest. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam trwałą ciut przed osiemnastymi urodzinami i z nią poszłam do fotografa zrobić fotkę do dowodu osobistego. Moja własna przyjaciółka mnie nie poznała na tej fotce!
      Dobrze, że musiałam wymienić dowód, bo całe życie wyglądałabym staro ;)

      Usuń
  5. skąd ja to znam.... moja mama ma tak samo jak Twoja babcia!
    A Ania - też mi się podoba bardziej niż Flaszka ;) Ale ciałko Pivotal... ble... Odnosnie balów w szkole - w mojej podstawówce były "dyskoteki klasowe". Moja mama zawsze na tą dyskotekę mi kreciła włosy (długości do pasa) a motyw był taki, że jako jedyna z klasy mieszkałam trochę dalej niż inne dzieci więc po lekcjach zostawałam w szkole i czekałam na dyskotekę bo na pieszkę nie opłacało mi się do domu wracać a użycie auta w tym celu było zbyt wielkim wydatkiem... I tak miałam radochę bo w tym dniu cały dzień latałam w bajecznych lokach po szkole (jeszcze w tych czasach miałam gęste włosiska) i zazdrosne spojrzenia koleżanek łechtały moje i tak już nadszarpnięte bycia wyrzutkiem klasowym z racji swojego zamieszkania, ego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam wyrzutkiem właśnie z powodu tego, że mój tatko miał samochód...
      Włosów nie miałam jak kręcić, ale przed dyskoteką zawsze podkradałam mamie szminkę ;) A moja mama ma zupełnie, zupełnie inny typ urody jak ja ;)

      Usuń
  6. Właśnie łzy ocieram ze wzruszenia przy komputerze, a że w pracy jestem, to tak trochę nie wypada. Dziękuję Króliczku za najfajniejszy dzisiaj prezent! Za pamięć, za poświęcenie, za miłe słowa!
    A teraz powiem szczerze, najszczerzej, bez kadzenia w ramach wdzięczności i takich tam – to najlepsze przeobrażenie lalki, jakie widziałam! Nie tylko, że Flashdance tak bardzo mi się podoba, zarówno jej fryzura jak i pająkowate nogi, ale dlatego, że tak bardzo, BARDZO jej nowy wizerunek odpowiada mojemu gustowi. Też mam takie czarne tuniki, czerwone Martensy, a zamiast rajstop w paski mam podkolanówki. Fryzurą Falshdance lubię, ale po upięciu ich spinką z tyłu – kocham!
    Wielki uścisk i buziak dla Ciebie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i cała konspiracja z ukryciem Twoje tożsamości, poszła się chędożyć w krzaki ;)
      Polecam się! Każdą część garderoby dobierałam jej po to, co mi mówiłaś o ciuchach i starałam się zachować "charakter" Flashdance.
      Baaardzo się cieszę, że mi się udało!

      Usuń
    2. Nawet, pod wpływem tego posta, kupiłam dzisiaj kolejne czerwone buty. Ha!
      Niestety, nie mam czasu, aby pójść do fryzjera i zrobić sobie trwałą ondulację :(

      Usuń
  7. Pamiętam, że około roku Pańskiego 2000 jeździłam z moim ówczesnym chłopakiem po okolicznych wsiach szukając dyskoteki z siatką maskującą zamiast dekoracji. Ku naszej uciesze odnaleźliśmy nie tylko siatkę, ale i drewnianą podłogę, zespół na żywo i prawdziwą bójkę na parkiecie :D

    Winna, miałam trwałą, ale dopiero na studiach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wątpię, że na wsiach, takie relikty nadal mają wzięcie!
      A czemu to miała być akurat taka dyskoteka?

      Też miałam trwałą ;)

      Usuń
    2. Aliganckie lokale nam się przejadły. Żartuję :) Nie potrafię Ci odpowiedzieć na pytanie dlaczego akurat taki lokal. Pewnego dnia po prostu padła propozycja - "Sztachoteka? Sztachoteka!"

      Usuń
  8. uwielbiam Twoje posty :D czemu piszesz tak rzadko? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się pisać raz na tydzień. Czasem po porostu dłużej zbieram materiał! ;)

      Usuń
  9. Jakie bajeranckie słuchawki! Jak wiadomo fajny sprzet odtwarzający dźwięki to +100 punktów do fajności a już u lalki to szaleństwo totalne. Chcę takich i pożądam :)
    Pamiętam siatki maskujące! Pamietam jak na WF sie chodziło w paskudnych, błyszczacych lajkrach i pamiętam nawet kuku-ruku. Mamma mia, ale starocie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak to jest jak sie własnych odpowiedzi nie czyta przed opublikowaniem - masło maślane wychodzi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no ja zrozumiałam ;) Jest takie przysłowie (stare indiańskie)- "Kto ma szpinak w brzuchu, ten bredzi!" ;)
      Lajkry miałam! Kuku Ruku jadłam!
      Miałam też plastikowe buty z brokatem ;)

      Usuń
  11. Smutna sprawa z tą blachą. Ja z kolei do dzisiaj mam w głowie moją mamę jak się zdenerwowała za połamanie miski ;/ Ciekawa sprawa, bo ja jako stworzenie z nowszych czasów, pamiętam takowe siatki maskujące :D Zawsze mnie one dziwiły jako dekoracje...
    Co do lalki, to na promocyjnym powala mnie na kolana. Ale w rzeczywistości... W Twojej stylizacji wygląda już zdecydowanie znacznie lepiej! Słuchawki ma prześwietne! Ładnie by jej było w czerwonym :] Jej fryzura przywodzi mi na myśl sfatygowane i zmęczone życiem lalki Betty Teen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ania" raczej jest radosna i nie sfatygowana ;) A że ma niemodną fryzurę...
      Z tej blachy, to się nauczyłyśmy z babcią śmiać, ale na serio wypominała mi to do końca życia!

      Usuń
  12. ... a ja miałam w podstawówce krótkie włosy , cierpiałam z tego powodu okrutnie :( . Trwałą zrobiłam sobie dopiero na ślub i opatrzność mnie ukarała za takie bezeceństwo - wyszedł mi na głowie pudel ... masakra ... Moja Mama tłumaczyła się z tej fryzury wszystkim swoim znajomym (tzw. cyganeria artystyczna ), mówiąc , że to bezguście na mojej głowie to była wyłącznie moja inicjatywa .... Oj była.... :/
    Lalka wygląda teraz ŚWIETNIE - tego jej trzeba było !!! :)
    Na sweterek zawsze znajdzie się jakaś chętna :) - nawiasem mówiąc , sweterek bardzo mi się podoba :):)
    .... a jeśli chodzi o blachę.... to była blacha z duszą , z niektórymi przedmiotami tak jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trwałą zrobiłam na "osiemnastkę". Do dzisiaj w to nie wierzę ;)
      Przynajmniej masz niezapomniane zdjęcia ze ślubu ;)

      Usuń
    2. Oj tak :) , nie wszystkim je pokazuje ;)

      Usuń
  13. A u mnie nie wieszało się już siatki maskującej pod sufitem. Chociaż mieliśmy w szkole. :(
    Śliczna. Bardzo podoba mi się jej buzia. Świetne są te rajstopki w paski. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wasza szkoła była normalna? I ktoś wpadł na pomysł, że jednak siatka nie jest estetyczna?

      Usuń
  14. Oho.... Skąd ja to znam. Dziadek już z 8 lat dopomina się o zaginioną kiedyś w lesie siekierę (co z tego, że odpadła od trzonka i była niesamowicie tępa...). Nawet kazał przywozić wykrywacz do metalu...!

    Flaszka jak dla mnie wyglądała super i przed i po metamorfozie, ale ja lubię Maczki i chyba nie było ani jednej, która by mi się nie podobała :) I te czerwone martensy - genialne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dolna część stroju (rajty plus buty) to część garderoby od Steffie. Czasem Simba też zrobi coś fajnego :)
      Mój tatko też by nie darował "zaginięcia" siekiery ;)

      Usuń
  15. Ręce jak patyki... giry jak szczudła... I co począć?... Utyć od góry, u dołu obcięć... No nie mam pojęcia!!! Jak anorektyczka wygląda!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja to się chyba nie znam, bo mi się panna podoba i przed i po zmianie stylizacji. Przyznam, zakochałam się w jej czerwonych butach, torbie i rajstopkach w pasiaki!
    A Babcię rozumiem, bo też przyzwyczajam się do rzeczy, choć pewnie Babunia Ci już "odpuściła"... po tylu latach...
    Stanowczo za rzadko piszesz posty...już czekam na następny! A co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby posty były częściej, to by się znudziły ;P I tak czasem mam do siebie wyrzuty, że o takich pierdołach piszę, że już się bardziej nie da :)

      Usuń
  17. Lalka bardzo ładna. W Twojej stylizacji i poza nią. Zresztą - zawsze wolę najbrzydszą lalkę niż najpiękniejszego ludzia. Żadna, nawet ta wstrętna, nie będzie tak mściwa i pamiętliwa za byle gie, jak człek.

    Siatkę maskującą, to ja sobie, Króliczku kupuję w tym roku do loggi :-) Fajnie nam się myśli zbiegły...

    Podobne historie z blachą, sama przerabiałam. A także z salaterkami i sztućcami :-)

    Czytam wszystkie Twoje wpisy. Ale rzadko jestem teraz w teraźniejszości.
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt... jakieś mało roszczeniowe są lalki. Miło mi, że pomimo "znikania" znalazłaś chwilkę, by tu zajrzeć.

      Usuń
  18. Jestem w istocie lalkowym smarkaczem, jeśli dziwi mnie, że można narzekać na artykulację...
    Flaszka ma przeuroczą mordeczkę, ale faktycznie dopiero po przebraniu okazuje się taka, hm, naturalnie Twoja :)

    A stare blachy wszystkie są takie same, WSZYSTKIE! I do tej pory nie wiem, jak mama odróżnia swoje od babcinych i na odwrót. Czy ta wiedza będzie mi dana w kolejnym etapie dorosłości?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorosłość jest wtedy gdy TY przywiążesz się do jakiegoś naczynia. Ja np.: makaron gotuję tylko w rondelku, wniesionym do gospodarstwa przez Małżona. Jeśli rondello kiedyś się "zużyje", to pewnie przestaniemy jeść makaron ;)

      Usuń
  19. Ach te szkolne prywatki. Nauczycielki z linijką mierzące odległość między tańczącymi. Siatka maskująca na suficie sali gimnastycznej. A ja taka zmęczone (trzy dni harówki) , że na własnej studniówce, mimo nie zaglądania do butelki z oranżadą, padłam tuż po północy.
    Flaszka śliczności, cały ogólniak marzyłam o takiej fryzurze, ale farbowanie i trwała były surowo zakazane. Za to zaraz po maturze popędziłam zniszczyć sobie włosy i wyglądać jak kopa siana. Trawałej nie robiłam od piętnastu lat, tylko włosy farbuję na rudo, bo jakoś tej oryginalnej platyny nie jestem w stanie znieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nikt odległości nie mierzył. Ja jestem z tego pokolenia, co "taniec z chłopakiem to obciach" i w drugą stronę ;)

      Usuń
  20. Podoba mi się ta lalka, ale jej fryz już nie. Nie przepadam za takimi barankami;) Ale Twoja stylizacja dodała jej takiego powera, że się w ogóle nie zwraca uwagi na włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To chyba najmilsze podsumowanie mojej pracy!

      Usuń
  21. Ojej, ja też pamiętam te wojskowe siatki ze szkolnych dyskotek, zawieszone wysoko pod sufitem sali gimnastycznej, zaplątane na drabinkach i udekorowane krepiną :)

    Co do samej lalki, to Barbie kolekcjonerskie są absolutnie nie w moim typie, ale Flashdance mimo to jakoś tam troszeczkę do mnie trafia. Uważam, że to artykułowane ciało świetnie się zgrało ze strojem do tańca, szaloną fryzurą i tożsamością tancerki. Lalka ma w sobie luz, wydaje się taka 'fit', aż chce się ją pozować :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja nie umiem jej upozować, ale to moja zwykła choroba, bo ja ogólnie nie jestem dobra w ustawianiu.
    A wiesz, że jak zaglądam na Twojego bloga, to utwierdzam się w przekonaniu, że większość playline jest o niebo ciekawsza od najpiękniejszej kolekcjonerskiej!

    OdpowiedzUsuń
  23. Piszesz tak sugestywnie, albo ja tak dokładnie się wczuwam, że poczułam kurz z tej maskownicy. Lalka Ania jest prześliczna, mnie też się od razu spodobała. Jednak jak ją po swojemu wystylizowałaś, to normalnie rozkwitła. I to jest przykład , że siła lalki tkwi w jej stylizacji również i tym, jak zrobione są zdjęcia. Nie pisz, że nie potrafisz ustawić lalki. Wg mnie należysz do nielicznej grupy osób, które to właśnie swietnie potrafią :)

    OdpowiedzUsuń
  24. U nas wisiały balony - sznury z balonów, winogrona z balonów itd. - do tej pory dostaję hiperwentylacji jak sobie przypomnę to dmuchanie:)
    Koleżanki z podstawówki nosiły tapiry utrwalane na cukier - latem żywe wabiki na owady.
    Lalka może i fryz dyskusyjny ma, ale twoja stylizacja boska .Aż zazdraszczam osobie do której trafi:) bo ja też namiętnie kocham czerwienie i paski a czerwone buty pasjami:)

    OdpowiedzUsuń
  25. http://demotywatory.pl/4313015/Ciekawe-co-powie-kolegom-z-celi
    Królisiu, to apropos wpisów o laleczkach pony ;)))

    OdpowiedzUsuń
  26. lala niczym z "darting dancy" - ciuchy ma wspaniałe - a do martensów piszczę!

    OdpowiedzUsuń