Wróć!
Człowiek...
Człowieka Bóg wymyślił z nudów.
Po stworzeniu Ziemi zostało trochę gliny trochę wody i trawy i z tego, w kilka sekund powstał mężczyzna. Jak to mówią: "pierwsze śliwki- robaczywki", więc Bóg zabrał się za kobietę. Forma była ta sama. Kształt podobny. To dodał, tam zabrał i zadowolony padł na fotel. Otworzył browca i precelki i zadumał się nad swoim dziełem.
- Ty będziesz sikać na stojąco. Będziesz musiał się golić, ale dam ci też najfajniejsze paprochy pępkowe!- zawyrokował wskazując na Mężczyznę -A ty... Hm??....- Bóg przymrużył oczy i pogładził się po brodzie. Kilka okruchów precelków, które wcześniej podgryzał, spadło mu na podłogę i tak już utytłaną gliną i kurzem.
- Ty będziesz mieć wielokrotny orgazm, choć będziesz przez większość życia niezadowolona z siebie, więc pewnie nawet tego nie wykorzystasz- mruknął, po czym spojrzał na resztki gliny walające się tu i ówdzie. Pozbierał co większe kawałki. Zlepił je w jedną masę. Dorzucił jeszcze trochę precelków, jakiegoś kurzu i połamanych patyków. Wymodelował duże uszy, okrągłe oczy i wielkie stopy. Roześmiał się cicho pod nosem, jakby z dobrego żartu i rzekł:
- A tobie w tyłek wciśniemy liścik tej treści: "Drogi Losie! To kiedyś będzie Rudy Królik. Możesz zsyłać na nią najgłupsze i najbardziej nieprawdopodobne zdarzenia. Niech się nie nudzi i niech trenuje charakter! Duże cycki niech ma na pociechę!"- po czym glinę o kształcie "prawie królika" wcisnął kobiecie pod żebro.
A potem już tylko odpoczywał....
Tak, moi drodzy... Właśnie zaprezentowałam Wam, jak według mnie wyglądało stworzenie mojej pra- matki. Inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego akurat ja mam takiego pecha, że nie dość, że na prostej drodze potrafię się wywrócić, to jeszcze spotykam ludzi, którzy mogli by stworzyć cyrkową menażerię.
Weźmy chociaż świeżutkie wydarzenia z ostatnich dni.
Ciepełko i słoneczko, nastroiło mnie optymistycznie na tyle, że wyciągnęłam wiosenną kurtkę, aparat i Żulietę (moją rowerę) i pomknęłam na spacer.
Oczywiście natura ciągnie wilka do lasu, a Królika na cmentarz. Uwielbiam nekropolie. U mnie w mieście są tylko dwa "komunalne" i do tego oba są stosunkowo młode, bo powojenne, ale i tak kocham te cmentarze ze względu na to "coś", ten klimat i spokój. Lubię sobie pospacerować alejkami, pomyśleć podumać. Często zbieram ze sobą Maślaka. Pokazuję mu świeczki i kwiatki. I absolutnie nie uważam spacerów po cmentarzu za coś złego! Zachowuję maksimum szacunku. Jestem cicho i nie pokazuję nikogo, ani niczego, paluchem. Czasami kradnę listki i pojedyncze kwiatki, ale tylko w taki sposób, że nikt nie zauważy braku.
Nie uważam też, że przejeżdżając przez alejkę na rowerze, łamię jakieś społeczne normy czy przyzwolenia.
Innego zdania była przedstawicielka Moher Komando, która wyskoczyła mi znienacka przed koła. Tylko nadludzki refleks i silne łapy uratowały mnie przed policzeniem zębów kierownicą. Hamulce wrzasnęły nieomal ludzkim głosem.
Baba wrzasnęła głosem zupełnie nieludzkim:
- CZY PANI JEST NIENORMALNA?!?- No tak, nie spodziewałam się "przepraszam", choć zdarzenie nie było moją winą. Ścieżka była szeroka, jechałam wolno i z oczami dookoła głowy. Babsztyl mnie widział z daleka i specjalnie czekała na moment aż przejadę obok niej, by na mnie wyskoczyć. Zeskoczyłam z siodełka i groźnie łypię na babsko żądna mordu, a ta dalej drze mordę- Pani jest nienormalna! To jest cmentarz, a nie tor wyścigowy! Proszę natychmiast zejść i iść! I jak pani wygląda?! Zero szacunku dla zmarłych! Taki kolor na cmentarz?!- "Taki kolor", to moja oczojebna, rowerowa kurtka w kolorze wściekłej czerwieni. Lubię być widoczna na drodze.
Przez chwilę miałam wrażenie, że kobita padnie u mych stóp trupem. Tak się zapieniła i zapluła. A krzyczała tak głośno, że ludzie na sąsiednich alejkach kręcili głowami. Jeden facet nawet pokazał swej towarzyszce międzynarodowy znak "kuku na muniu".
Tu powinnam wkleić zdjęcie randomowego królika z naleśnikiem na głowie, ale się powstrzymam.
Po prostu wsiadłam na rower, ruszyłam z kopyta i pozostawiłam moherową Bukę wraz z jej urojeniami. Mam podejrzenie, że to ta sama, którą dwa lata temu ekshibicjonista straszył fiutkiem. Mogłam wdać się z nią w dyskusję, bo miała beret z antenką, zrolowane pończochy i psa na chudej smyczy, a to wszystko sprawia, że robię się agresywna. No i wydaje mi się, że pies na cmentarzu jest ciut bardziej kłopotliwy jak rowerzysta. Zachowałam jednak kamienną twarz i majestatycznie pomknęłam ku zachodzącemu słońcu. Jestem w końcu oazą spokoju i kwiatem lotosu....
Śmieję się z tego wydarzenia do dzisiaj. Wiecie czemu? -Zastanawiam się, co powiedziałaby ta kobitka, na wieść, że jadę po cmentarzu na rowerze, bo wiozę w plecaku kolekcjonerską lalkę, której właśnie robiłam sesję zdjęciową na nagrobkach? I niestety okazuje się, że moja wyobraźnia ma ograniczenia!
A cmentarz wraz ze mną zwiedzała Dalia, która dopiero teraz może się mienić "Czarną Dalią"!
Najpierw jednak małe przypomnienie, dla tych, którym nie chce się klikać w link powyżej.
Dalia to lalka, która według promo wyglądać miała tak:
Wyglądała zaś tak:
Doprowadzała mnie do szału peruką z waty i zezem, więc postanowiłam zedrzeć z niej wszystko, co mnie wkurza i przez kilka miesięcy Dalia "straszyła" takim wizerunkiem:
I nadal łatwiej mi było zaakceptować łysą glacę i goliznę, niż te jej "ustawienia fabryczne".
Ostatecznie Dalia zdecydowała się na taki wizerunek:
Ech... życie jest okrutne... zgubiłam BUT!
Zdechły królik na nagrobku.
No i tak, po raz pierwszy w historii, dorobiłam się emo lalki. Nadal mnie wkurza, ale mniej. Ciągle spadają jej buty i ma strasznie koślawe kolana. Jednakże już nie chcę się jej pozbyć!





