Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashton Drake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashton Drake. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2013

Czy Pani wstydu nie ma?!?

Na początku był chaos. Potem nastąpiło pięć dni wzmożonej pracy (wiecie- światło, ciemność, księżyc, gwiazdy i te inne bzdety). Szóstego dnia Bóg wymyślił scenariusz do pierwszego odcinka "Mody na sukces".
Wróć!
Człowiek...
Człowieka Bóg wymyślił z nudów. 
Po stworzeniu Ziemi zostało trochę gliny trochę wody i trawy i z tego, w kilka sekund powstał mężczyzna. Jak to mówią: "pierwsze śliwki- robaczywki", więc Bóg zabrał się za kobietę. Forma była ta sama. Kształt podobny. To dodał, tam zabrał i zadowolony padł na fotel. Otworzył browca i precelki i zadumał się nad swoim dziełem.
- Ty będziesz sikać na stojąco. Będziesz musiał się golić, ale dam ci też najfajniejsze paprochy pępkowe!- zawyrokował wskazując na Mężczyznę -A ty... Hm??....- Bóg przymrużył oczy i pogładził się po brodzie. Kilka okruchów precelków, które wcześniej podgryzał, spadło mu na podłogę i tak już utytłaną gliną i kurzem.
- Ty będziesz mieć wielokrotny orgazm, choć będziesz przez większość życia niezadowolona z siebie, więc pewnie nawet tego nie wykorzystasz- mruknął, po czym spojrzał na resztki gliny walające się tu i ówdzie. Pozbierał co większe kawałki. Zlepił je w jedną masę. Dorzucił jeszcze trochę precelków, jakiegoś kurzu i połamanych patyków. Wymodelował duże uszy, okrągłe oczy i wielkie stopy. Roześmiał się cicho pod nosem, jakby z dobrego żartu i rzekł:
- A tobie w tyłek wciśniemy liścik tej treści: "Drogi Losie! To kiedyś będzie Rudy Królik. Możesz zsyłać na nią najgłupsze i najbardziej nieprawdopodobne zdarzenia. Niech się nie nudzi i niech trenuje charakter! Duże cycki niech ma na pociechę!"- po czym glinę o kształcie "prawie królika" wcisnął kobiecie pod żebro.
A potem już tylko odpoczywał....

Tak, moi drodzy... Właśnie zaprezentowałam Wam, jak według mnie wyglądało stworzenie mojej pra- matki. Inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego akurat ja mam takiego pecha, że nie dość, że na prostej drodze potrafię się wywrócić, to jeszcze spotykam ludzi, którzy mogli by stworzyć cyrkową menażerię.
Weźmy chociaż świeżutkie wydarzenia z ostatnich dni.
Ciepełko i słoneczko, nastroiło mnie optymistycznie na tyle, że wyciągnęłam wiosenną kurtkę, aparat i Żulietę (moją rowerę) i pomknęłam na spacer.
Oczywiście natura ciągnie wilka do lasu, a Królika na cmentarz. Uwielbiam nekropolie. U mnie w mieście są tylko dwa "komunalne" i do tego oba są stosunkowo młode, bo powojenne, ale i tak kocham te cmentarze ze względu na to "coś", ten klimat i spokój. Lubię sobie pospacerować alejkami, pomyśleć podumać. Często zbieram ze sobą Maślaka. Pokazuję mu świeczki i kwiatki. I absolutnie nie uważam spacerów po cmentarzu za coś złego! Zachowuję maksimum szacunku. Jestem cicho i nie pokazuję nikogo, ani niczego,  paluchem. Czasami kradnę listki i pojedyncze kwiatki, ale tylko w taki sposób, że nikt nie zauważy braku.
Nie uważam też, że przejeżdżając przez alejkę na rowerze, łamię jakieś społeczne normy czy przyzwolenia.
Innego zdania była przedstawicielka Moher Komando, która wyskoczyła mi znienacka przed koła. Tylko nadludzki refleks i silne łapy uratowały mnie przed policzeniem zębów kierownicą. Hamulce wrzasnęły nieomal ludzkim głosem.
Baba wrzasnęła głosem zupełnie nieludzkim:
- CZY PANI JEST NIENORMALNA?!?- No tak, nie spodziewałam się "przepraszam", choć zdarzenie nie było moją winą. Ścieżka była szeroka, jechałam wolno i z oczami dookoła głowy. Babsztyl mnie widział z daleka i specjalnie czekała na moment aż przejadę obok niej, by na mnie wyskoczyć.  Zeskoczyłam z siodełka i groźnie łypię na babsko żądna mordu, a ta dalej drze mordę- Pani jest nienormalna! To jest cmentarz, a nie tor wyścigowy! Proszę natychmiast zejść i iść! I jak pani wygląda?! Zero szacunku dla zmarłych! Taki kolor na cmentarz?!- "Taki kolor", to moja oczojebna, rowerowa kurtka w kolorze wściekłej czerwieni. Lubię być widoczna na drodze.
Przez chwilę miałam wrażenie, że kobita padnie u mych stóp trupem. Tak się zapieniła i zapluła. A krzyczała tak głośno, że ludzie na sąsiednich alejkach kręcili głowami. Jeden facet nawet pokazał swej towarzyszce międzynarodowy znak "kuku na muniu".

Tu powinnam wkleić zdjęcie randomowego królika z naleśnikiem na głowie, ale się powstrzymam.

Po prostu wsiadłam na rower, ruszyłam z kopyta i pozostawiłam moherową Bukę wraz z jej urojeniami. Mam podejrzenie, że to ta sama, którą dwa lata temu ekshibicjonista straszył fiutkiem. Mogłam wdać się z nią w dyskusję, bo miała beret z antenką, zrolowane pończochy i psa na chudej smyczy, a to wszystko sprawia, że robię się agresywna. No i wydaje mi się, że pies na cmentarzu jest ciut bardziej kłopotliwy jak rowerzysta. Zachowałam jednak kamienną twarz i majestatycznie pomknęłam ku zachodzącemu słońcu. Jestem w końcu oazą spokoju i kwiatem lotosu....

                    
Śmieję się z tego wydarzenia do dzisiaj. Wiecie czemu? -Zastanawiam się, co powiedziałaby ta kobitka, na wieść, że jadę po cmentarzu na rowerze, bo wiozę w plecaku kolekcjonerską lalkę, której właśnie robiłam sesję zdjęciową na nagrobkach? I niestety okazuje się, że moja wyobraźnia ma ograniczenia!

A cmentarz wraz ze mną zwiedzała Dalia, która dopiero teraz może się mienić "Czarną Dalią"!

Najpierw jednak małe przypomnienie, dla tych, którym nie chce się klikać w link powyżej.
Dalia to lalka, która według promo wyglądać miała tak:



Wyglądała zaś tak:


Doprowadzała mnie do szału peruką z waty i zezem, więc postanowiłam zedrzeć z niej wszystko, co mnie wkurza i przez kilka miesięcy Dalia "straszyła" takim wizerunkiem:



I nadal łatwiej mi było zaakceptować łysą glacę i goliznę, niż te jej "ustawienia fabryczne".

Ostatecznie Dalia zdecydowała się na taki wizerunek:





 Ech... życie jest okrutne... zgubiłam BUT!


Zdechły królik na nagrobku.



No i tak, po raz pierwszy w historii, dorobiłam się emo lalki. Nadal mnie wkurza, ale mniej. Ciągle spadają jej buty i ma strasznie koślawe kolana. Jednakże już nie chcę się jej pozbyć!


piątek, 16 listopada 2012

Trudna prawda, bolesna prawda.

Szliśmy sobie niedzielnie na spacer.
Królik gada. Małżon się nudzi. Progenitura zbiera kapsle i sam ze sobą robi konkursy w wyhodowaniu najdłuższego gluta pod nosem (preferowana długość- taka w sam raz do oblizania).
Po drodze mijamy garaż, na którym ktoś niedawno położył świeżą elewację. Na żółtym jak jaskier tynku pyszni się wielki, czarny napis: "huj ci w dupe".
Małżon przystanął i Królik także. Podziwiamy dzieło domorosłego Matejki.
- Patrz Mężu - mówię- jakie to męskie! Miał spray, mógł namalować normalne Graffiti. Mógł przejść obojętnie, ale nie, ten ktoś postanowił dla potomności pozostawić swój ślad. Zaznaczyć teren jak pies co obszczywa krzak.- oczywiście mówię to z daleko posuniętą ironią, bo co jak co ale chamstwa i wandalizmu nie zniesę.
Małż tylko uśmiechnął się pod nosem i mówi:
- No racja, faceci mają we krwi zachowania pierwotne. Tu smarknie, tam się odleje pod murem... Czy ty myślisz, że pierwotni rysowali po ścianach jaskiń dla potomnych? Nie! To było takie grafity z cyklu: "patrz stary, jakiego zajebistego mamuta upolowałem", albo "Yoł, yoł! Mój mamut, Twoja Stara! Yoł!".
No cóż, skoro byliśmy nieomal świadkami tworzenia historii (bo kto wie, czy za kilka wieków, jakiś archeolog nie odkryje ściany garażu i nie stwierdzi, że ten napis na ścianie to ślad po antycznej kulturze, czy inni zapis dziejów) to po prostu pójdziemy dalej swoją drogą.
I pewnie garaż pozostałby garażem, ściana ścianą a "Matejko" bucem bez twarzy w mglistym wspomnieniu, gdyby nie spotkała mnie druga historia.
Dzięki temu zdarzeniu, osobiście stanęłam oko w oko z przedstawicielami "Homo Plujus Wandalus".
Jest to jedna z historii, w którą bym nie uwierzyła, gdybym nie była jej świadkiem i uczestnikiem.
Wracałam z Maślakiem od MamyM (Teściowej- cóż za brzydkie, brzydkie słowo). Jechaliśmy autobusem, gdyż Synu ten rodzaj komunikacji uwielbia. Podróż nie za długa, ot kilka przystanków. W sam raz dla Malucha.
Maślak jest dzieciakiem grzecznym i kontaktowym, bardzo ciekawskim i mądrym, i to sprawia, że jazda z nim to sama przyjemność.
No i tak sobie jedziemy busikiem. Ryszard pokazuje paluchem (nadal nie mówi) różne rzeczy, ja mu opowiadam co widać za oknem. Starsze panie się do niego uśmichają. Sielanka po prostu...
Mniej więcej w połowie trasy wsiada dwóch "Kozaków". Kaptury na glacach (wszak zimno i "resztki myśli z mózgu wiaterek wywieje"*, nadprodukcja śliny (Pewnie tabakę żuli, bo co innego? Zresztą ja i tak nie rozumiem tej męskiej potrzeby plucia. To chyba taki atawizm- pies sikając znaczy swoje terytorium. Ludzki samiec musi pluć, bo nie godzi się mu z rodowym klejnotem na wierzchu biegać). Oczywiście łapy w kieszeniach, pod pachą dwa arbuzy, ale je akurat zgubili (to też kolejne zachowanie naczelnych- staraj się wyglądać na większego, wtedy będą się bali!). Koguciki zajęły strategiczne miejsce przy drzwiach, narobiły rabanu przy wsiadaniu (no, w drzwi się ledwo zmieścili, potknęli na schodach i takie tam)i jedziemy.
Nie zaczepiali nikogo w autobusie, nie byli mocno wulgarni, byli mega głośni i wkurzający (Tyyyy Staryyyy!!! Alesienaebałem!!! Staryyy!!!).
Owszem, chciało się powiedzieć "zamknij paszczę Chłopcze, bo rozsiewasz głupotę", ale kto miał to zrobić?- Moher Komando? Gimbusy? Czy może Królik z dwulatkiem?
No, nikt nic nie powiedział, ale dało się czuć, że każdy w autobusie modli się o rychłe opuszczenie wozu przez Rycerzy w ortalionie.
Nawet Maślak przestał się interesować widokami za oknem i z ciekawością przyglądał się tak nowemu dla niego zjawisku, jak "duże człowieki" o fizjonomiach i zachowaniu szympansów.
Przyszedł czas wysiadania.
Wzięłam Maślaka na ręce i podeszliśmy do wyjścia. Przez chwilę staliśmy oko w oko, z "kwiatem młodzieży", który nadal okupował drzwi.
Autobus się zatrzymał i...!!!
Maślak wyciągnął rękę i z bardzo głośnym "Eeech!" wskazał na większego "Alvaro", po czym wybuchnął najbardziej głośnym i głupkowatym śmiechem jaki w życiu słyszałam. Cisza jaka zapadła, po tym wybuchu Ryśkowej radości, w autobusie była aż ciężka. Miśki momentalnie zamknęły ryje i zrobiły się malutkie jak szczeniaczki.
Ja wysiadłam z autobusu jak królowa, tylko braw za zamykanymi drzwiami brakowało.
Mój brat skwitował tą historię w ten sposób:
"Wiesz Siostra, ponoć tylko prostaczki i dzieci umieją mówić prawdę. Jak taki Koksu zobaczył, że niemowlak wyszydził go przy widowni i jeszcze się z niego śmiał, to momentalnie cały testosteron uciekł, a jaja zrobiły się małe jak rodzynki."
Amen!


No więc skoro wiemy już, że prawda boli, to przechodzimy teraz do meritum, czyli "Zła lalka boli przez całe życie".
Nie umiem oszczędzać, a już wcale nie umiem oszczędzać "na coś". Lalki kupuję na zasadzie: stać mnie w tej chwili, a jak nie stać, to znaczy że mi niepotrzebna.
Tyle, że zasada nie działa gdy lalka jest tak droga, że owszem, mogę ją kupić tu i teraz, ale przez resztę miesiąca kupuję tylko makulaturowy papier toaletowy i jem chleb z dżemem.
No i zachciało mi się takiej lalki. Zaparłam się i w trzy miesiące miałam odłożoną sumkę na zakup pewnej Barbary.
Zadowolona usiadłam przy kompie odpaliłam eBaya, znalazłam lalkę i... zawahałam się.
Nagle do mnie dotarło, że suma którą chcę wydać jest duża, a lalka to "tylko" Barbie. A za te pieniądze można mieć coś więcej. Inna lalka? Nie Barbie?
A gdyby tak... coś co ma stawy, szklane oczy i wiga... Coś co nie jest Tonnerką, coś innego?...
I kupiłam.
I czekałam.
I musiałam cło zapłacić.
I, przykro mi Droga Lalko, żałuję że nie jesteś Barbie!

Ashton Drake. Lady Onyx.
Moja Czarna Dalia.



Nie umiem jej ustawić. Nie podobają mi się jej włosy. Jej blada twarz jest zbyt blada.
Staram się ją zaakceptować, ale siedzi toto z Ivonką na jednej półce i wkurza mnie jej wielki łeb.



I marudzę nad nią jak kot nad suchą karmą, ale też pomału zaczynam pękać.
Pokazałam ją na Zlocie DP i usłyszałam "sprzedaj".
Sprzedać?!? Toż to zdrada!



Jedyną rzeczą, którą sprzedam będą na bank te buty:



To są dopiero kajaki! Stopa Dalii kończy się w połowie buciora :)

A teraz spam zdjęciowy:











Potrzebuję czasu by ją oswoić. Na razie jesteśmy na etapie obwąchiwania dłoni i smętnego merdania ogonkiem.

A żeby nie było, że bez Barbiów i barbiopodobnych, ten oto łeb zakupiłam na eBayu od Turka z Tajlandii. (Serio, Serio).
Z ciekawostek- łeb pokonał ocean w niecały tydzień i kosztował z przesyłką (UWAGA!) 20zł!!





Ciekawostka, o której tajlandzki Turek nie napisał, jest taka że owłosienie łba zmienia kolor pod wpływem temperatury:


Zdjęć na razie mało, bo niewykluczone że Łeb dorobi się własnej sesji w bliżej nie sprecyzowanej przyszłości.
I prośba do Was- jeżeli ktoś, "umi" rozpoznać tożsamość Łba na podstawie mejkapu, to proszę o komcia.

* Big Cyc "Ballada o smutnym Skinie"
(...)
Nałóż czapkę skinie, skinie nałóż czapkę
Kiedy wicher wieje, gdy pogoda w kratkę
Uszka się przeziębią, kark zlodowacieje
Resztki myśli z mózgu wiaterek przewieje

(...)

Proszę zamiast Skin wstawić słowo: Dres, Burak, Balon, Pawian i każde inne które pasuje, rymuje się i oddaje charakter w/w grupy etnicznej.