Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!

czwartek, 17 czerwca 2010

Taka jak ja...

Dzisiejsza lalka ze względu na swoją niezwykłość i ogromne osobiste znaczenie dla mnie, była na samym szczycie lalkowej listy. Przybycie jej spowodowało, że przynajmniej chwilowo jestem lalkowo spełniona. Nie znaczy to bynajmniej, że przestaję zbierać lalki, po prostu na jakiś czas przestaję gonić.

Chciałabym opisać dlaczego jest ona tak ważna dla mnie, ale musiałabym zacząć pisać o mojej religii, przekonaniach i wierze, a tego nie chce, dlatego niech Kayla Secret Spells przemówi za mnie.



Seria Secret Spells z 2003 roku, od samego początku wzbudzała wiele kontrowersji, ponieważ jej bohaterki parały się magią i czarami. Mattel było oskarżane o szerzenie satanizmu i zły wpływ na psychikę dziewczynek (jak zawsze, niezmiennie od 50 lat). Oskarżenia były na tyle silne, że od 2003 roku, nie było wznowień serii ani jej rozszerzeń. Dzisiaj lalki te są dość cenne wśród kolekcjonerów. Mnie zachwyciły szczegółami i jakością wykonania, tak odmienną od kiepskich wyrobów firmy po 2000 roku. Oczywiście nie mówię tu o lalkach kolekcjonerskich, Secret Spells to "zwykłe" playline'y!

Na serie składają się trzy "wiedźmy"

- Barbie -


- Christie -


- Kayla -



Oczywiście ja jestem dumną posiadaczką Kayli i wcale nie jest to spowodowane jej zielonym strojem o pięknymi, rudymi włosami :))))


Jak na rasowego playline'a przystało, pudełko lalki było wypełnione najróżniejszymi pierdołkami:



W skład ich wchodzą: butelki do magicznych ingrediencji, magiczny kocioł w kolorze wściekłej zieleni, łyżka ze szlachetnego plastiku, książka z magicznymi zaklęciami i co najważniejsze: dwie magiczne saszetki z roztworem do czynienia eliksirów- jak najbardziej pitne i spożywcze, o smaku trampka zmielonego z vibovitem (oryginalne słowa brata mego).


"I co ja biedna mam z całym tym badziewiem zrobić?"

A teraz o samej Kayli. Krótko i zwięźle: jest śliczna!!! Oprócz cudownych, rudych włosów, posiada także zielone oczęta i pełne, różowe usta:


Ogromnie podoba mi się jej magiczna szata zdobiona motywem roślinnym, motylami i pawimi piórami:


Jako dodatki, nasza czarodziejka dzierży różowego motylka i magiczną laskę:





"Wrzucę motyla do kotła, zamieszam lachą, zobaczę czy zupa dobra..."

Od stania w pudle jeden bucik nieco się wypaczył:


I cała reszta zdjęć w galerii:


"Zobaczmy co dobrego w telewizji"


"Lucyferze, cała będę okłaczona!!"


"Jesteś tak słodki motylku, że mogłabym cię do zupy dodać"

Co nie moje to eBaya.

Naprawdę nie umiem być poważna :P

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Pamiątka z urlopu

No więc pojechałam na wczasy...
...i wróciłam z wczasów :)) i stwierdzam zdecydowanie, że jestem zwierzęciem domowym, które najlepiej wypoczywa we własnych czterech ścianach, z własnym kotem- a nawet dwoma.
Pojechaliśmy z Małżonem do Pobierowa- 50km od Kołobrzegu, 100km od Szczecina. Morze, szum fal, ptaków śpiew... plaża kamienista jak żwirownia, komary wielkie jak wróble i moja ukochana, 20- letnia Vectra dokonała żywota w pierwszym dniu pobytu, zmuszając mnie i Małżona do weryfikacji pewnych planów życiowych.
Wyobraźcie sobie sytuację: 34 stopnie w cieniu, korek w drodze na prom do Świnoujścia, wściekła baba w 4 miesiącu ciąży i samochód z cieknącą chłodnicą, zagotowany i martwy... Dziwię się, że Małżon nie uciekł z krzykiem i nie zaszył się gdzieś za niemiecką granicą, gdzie mój szalony wzrok go nie znajdzie....
Ostatecznie jak mówię teraz znajomym: normalni ludzie przywożą znad morza muszelki i bursztynki. Króliki przywiozły samochód za parę tysięcy.
Nowy samochód jest fajny, ale mam wyrzuty z powodu starego... jestem sentymentalna, przywiązałam się do niego jak do przyjaciela. Był idealny: rdzawy, z odpadającym zderzakiem i poplamioną tapicerką... Nowy jest za nowy... nic nie puka, nie odpada...

Zdecydowanie zmianom mówię NIE!!!

Ale żeby nie było, z wyjazdu wróciła ze mną jedna lalka i nie małą przyjemnością ją opiszę.
Jak wszyscy zapewne wiecie w nadmorskich miejscowościach można kupić wszystko, a przede wszystkim tajlandzki "badziew". Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy w jednej z budek nabyłam tą oto panią...

- Modern Circle Simone Evening Wear 2004-



... i to w dodatku za nie całkiem duże pieniądze. Jedynym mankamentem było niestety rozwalone pudełko lalki, ale ja akurat nie mam parcia na trzymanie lal w opakowaniach.
Najbardziej dumna jestem jednak z faktu, że Simone jest ogólnie bardzo ciężko dostępna z Polsce, a ja mam już dwie :))

ponieważ jest to podseria Evening Wear, Simone jest ubrana w błyszczącą suknię wieczorową z dodatkami.

Torebka- Bombka, która faktycznie mogłaby zawisnąć na choince :)


Błyszczące szpilki w kolorze limonki:


Suknia jest w kolorze zielonym z naszytą na nią srebrzystą łuską:


Jak na wieczorową kreację przystało, lalka posiada także zieloną etolę z futerka:


"Nowa" Simone ma bardzo wyniosły wyraz twarzy i oszczędny makijaż:

Bardzo podobają mi się jej kolczyki.

Włosy Simone to jedno wielkie gniazdo szczurów. Jest to coś pomiędzy dreadami a eleganckim kokiem i ani jedno, ani drugie nie wyszło:



Muszę powiedzieć z ręką na sercu, że ogólnie ta Simone mało mi się podoba. Kupiłam ją bo to rodzynka, ale nie zmienia to faktu, że serca do niej nie mam... Dobrze, że "moja" Simone- ta poprzednia szybko zaakceptowała zaginioną bliźniaczkę.



Obie dziewczynki dzielą ten sam mold, ale poza zawadiacko uniesioną brewką, i kolorem włosów, moim zdaniem nie są zbyt podobne.


Jak na siostry przystało, dzielą zgodnie także kanapę:



Ciekawe jakimi sekretami się dzielą?

"...jestem tak brzydka, że schowałabym się do pudła gdybym je ciągle miała..."

wtorek, 1 czerwca 2010

Lato, lato, lato czeka...

No i ciągle nie mogę wyjść z marazmu i otępienia... Wczoraj z przerażeniem stwierdziłam, że od dawna nic nie napisałam, a przecież mam jeszcze tyle lalek, którymi chciałabym się podzielić! Postanawiam nadrobić to dzisiaj...

Dzięki wielkiemu sercu Allmode zostałam posiadaczką kolejnej wymarzonej Barbie z mojego dzieciństwa: Glitter Beach Barbie z 1992 roku. Zanim przedstawię Wam lalkę, chciałabym trochę pocukrzyć: Barbie przybyła do mnie jako używana, więc jak bardzo musiałam zbierać szczękę z dywanu, gdy po rozpakowaniu opakowania ujrzałam cud urody lalkę w doskonałym stanie, pachnącą i czyściutką :)))

Glitter Beach była pierwszą Barbie "z grzywką" w jakiej się zakochałam. W owym czasie byłam pyzatą kluską uczesaną w dwa warkoczyki ozdobione kokardami. Wzbudzałam zachwyt babć i byłam zupełnie nieszczęśliwa, bo nie miałam grzywki.
Brzoskwinka nie miała grzywki, Christie też nie. Jedynie Skipper posiadała taką fryzurę, ale jak już mówiłam długo nie była ona uważana przeze mnie za pełnowartościową Barbie:))
Nie wiem, skąd wzięła się ta "grzywkowa" obsesja, ale Glitter Beach była dzięki niej tą wymarzoną.
No cóż... nie udało mi się wtedy, tym bardziej ciesze się, że udało mi się teraz.



Muszę przyznać, że chyba najbardziej lubię Barbie "plażowe"- opalone i z platynowymi włosami. Zawsze kojarzą mi się z latem i wakacjami.

Glitter Beach- co można tłumaczyć jako: Iskrząca Plaża, jest ubrana w dwuczęściowy kostium kąpielowy, ozdobiony takim właśnie błyszczącym brokatem.



Na głowie ma pasującą do tego zestawu opaskę:



W jej stroju podoba mi się to, ze nie jest taki Barbiowo-różowy, tylko fioletowy :)

Barbie ma na szyi także naszyjnik z drogich klejnotów...


... który jest bardzo podobny jak u Emmerald Elegance Barbie:


Makijaż lalki jest utrzymany w tonacji morskiego błękitu z lekkim muśnięciem różu:


I jeszcze jako wisienka na torcie- nigdy nie spotkałam się, zwłaszcza u 18-sto leniej lalki, z włosami w tak cudownym stanie! Są miękkie, lśniące, pachnące i po prostu piękne. Nie wiem Allmode jak to zrobiłaś, ale należy ci się Barbiowy Nobel!!!!



U Mattel nie byli by sobą, gdyby razem z Glitter Beach Barbie nie wypuścili całego stada krewnych i znajomych.



W ich skład wchodzą:

- Gitter Beach Skipper


- Glitter Beach Christie


- Glitter Beach Teresa


- Glitter Beach Kira


- Glitter Beach Jazzie


Muszę Wam powiedzieć, że zdobycie jakiejkolwiek Jazzie jest moim największym marzeniem... ech...

- Glitter Beach Steven


I oczywiście Ken:


Dodatkowo produkowano ubranka sygnowane jako Glitter Beach:


A także zestawy błyszczących kosmetyków Glitter Beach:


Zdjęcia pochodzą z eBay i stronki kattisdolls.net