Wstąpienie w związek małżeński wiąże się nieodłącznie z posiadaniem teściów. W zasadzie jakoś człowiek tak przed ślubem się nad tym nie zastanawia, bo i po co. Refleksje przychodzą potem. I potem jest za późno. Prawdę mówiąc instytucja teściowej była mi od zawsze obca, ponieważ poprzedni kandydaci na Pana Królika, zaistnieli w mym życiu zbyt krótko bym mogła poznać ich mamy. Choć Małżon zanim stał się Małżonem, był moją "drugą skarpetą" przez ponad pół dekady, to ja sama jakoś nie kwapiłam się do bliższych kontaktów z jego rodziną.
Teścia nie posiadam, więc nie wiem jak to jest.
Z Teściową... bywa ciężko...
... no bo jak można żyć z Aniołem?
MamaM (czyli Mama Małżona) jest najcieplejszą i najkochańszą kobietą pod słońcem. Istny człowiek-dusza. Nie ma na świecie osoby, która by była w stanie powiedzieć na nią złe słowo, a tych dobrych słów jest za mało.
Maślak uwielbia babcię bezgranicznie i tak się złożyło, że niedawno został do niej wypożyczony na odchowek, kiedy jego Ciocia-Niania zachorowała.
Przez tydzień po pracy zasuwałam na drugi koniec miasta, głównie nie po to by odebrać pakunek w postaci syna, a po to by w końcu zjeść normalny obiad.
Życie z Ryszardem jest na tyle absorbujące, że zazwyczaj nie mam czasu na ciepły posiłek, a jego bezsmakowe papki nie przechodzą mi przez gardło. Najczęściej za obiad robi pajda chleba z byle czym.
MamaM kiedy tylko dowiedziała się, że oprócz Młodego będę jeszcze ja, to stawała na głowie żeby dogodzić.
Oj dogadzała :) A żarcie jest moją religią. (I wcale nie wiem czemu jestem taka grubokoścista, pewnie mam złą przemianę materii, albo co ;))
Zrobiła gołąbki, które uwielbiam -...zjedz jeszcze jednego, dopiero trzy zjadłaś...
Kotleciki schabowe -...może weźmiesz jeszcze te dwa, takie ostatnie...
Karkówka w sosie -dać Ci jeszcze sosiku? Pół garnuszka mi zostało...
MamaM nie jest typową kobitką z serii: "Jeszcze się taki nie urodził, co by babcię przekonał, że nie jest głodny", ale ma po prostu dobre serce. MamaM chce zrobić mi przyjemność, bo wie że jeść lubię. Chociażby wczoraj- Małżon lekkim wieczorkiem odbiera telefon od MamyM i pada hasło: "sałatka jarzynowa".
Pięć minut.
Tyle zajął pełen mejkap, odzienie Królika, odzienie Maślaka i opieprzenie Małżona, że się guzdrze.
Bogom dzięki za takie Mamusie :)
A skoro o żarciu mowa- dla wszystkich Obrońców Piłek, którzy po moim ostatnim poście gotowi na mnie opiekę społeczną nasłać ;) (żarcik taki oczywiście)
Kuchnia pod Królikiem dziś serwuje:
Rysiek nadziewany jabłkami
Maślak w buraczkach
Zdrowo i pożywnie. Na deser piłeczki i lalka słodka do pożygu. Bleh!
Do dziś nie wiem co mnie podkusiło, żeby tą sztywniarę do domu wpuścić. Musiałam mieć jakąś pomroczność.
Nigdy wcześniej nie miałam w ręku laki, która wywoływałaby u mnie odruch wymiotny (może poza pewnym błyszczącym... )
Candy- bo takie imię dostała, jest śliczną, eteryczną blondynką. Cudną, delikatną i lekką jak bezik. Nie ma w niej w ogóle agresji. Kocha małe ptaszki i słodkie szczeniaczki. Płakała pół dnia gdy złamała swój, pomalowany na budyniowy róż, paznokietek.
Nie cierpi brzydkich wyrazów i zapachów.
Musiałam ją przykleić do półki, żeby jej wiatr nie porwał, bo taka jest leciutka i eteryczna.
Oto Candy Sweetpie, moja Couture Barbie z 2010 roku.
Nie wiem, co mnie podkusiło.
Może to te mlecznobiałe włosy.
Może turkusowa sukienka.
Może to to, że to moje absolutnie ukochane połączenie kolorów...
Po wyjęciu z pudła patrzy toto tępo jak koza na szyszkę...
Ustawić ją można na wiele sposobów:
- obie ręce w górze
- jedna ręka w górze
- noga lekko do przodu
(na zdjęciu w pozycji "taaaką rybę złapałam")
Ta twarz wręcz prosi się o odrobinę inteligencji
Zaraz zasnę, zmęczyło mnie to myślenie
Jedyną pracą jaką Candy kiedykolwiek wykonała samodzielnie było malowanie paznokci.
Zdobyła też pierwszą nagrodę w wiejskim konkursie dobierania dodatków:
A najzupełniej poważnie mówiąc to Candy zachwyciła mnie na promo i strasznie rozczarowała w pudle. Zupełnie nie mogłam się do niej przekonać i trzymałam w trumience przez rok. Ponieważ, jak już wielokrotnie pisałam, nie mam nowych lalek, tak więc postanowiłam Candy wypuścić.
Zachwyciła mnie tak, jak swego czasu, Czerwony Kubełek. Śliczna z niej dziewczyna!
Gdyby nie ten model muse...
To jest blog o lalkach.
O Barbie, które zna każdy i o takich, o których słyszało niewielu. O takich, co wyglądają zwyczajnie i takich, co zatykają dech w piersi. Jedne kosztowały pięć złotych, a inne małą fortunę, ale wszystkie są tak samo cenne i niezwykłe...
To też blog o leniwym Kocie, cudownym Dziecku, sprytnym Mężczyźnie i o Kobiecie, która jest Królikiem.
Ten blog to moje miejsce, moja Nora, do której Cię zapraszam.
Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
Charakterystyka Królika
- RudyKrólik
- Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
- Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Schrupałabym takiego Maślaka w buraczkach :)
OdpowiedzUsuńA co do Model Muse Mars doskonale udowodnił, że i takie sztywniary potrafią wdzięcznie pozować.
Pozować może i umieją ale nawet Mars nie zmusi ich do siedzenia na półce. A stać to każda potrafi ;)
OdpowiedzUsuńMamaM hahahahaha
OdpowiedzUsuńSuper określenie na Teściówkę. :)
Króliczko jestem teraz na zakrapianej imprezie, wiem, że to diwne, że siedzę przy latopie ale siędzę i czytam i pękam ze śmiechu.
Uwielbiam Twoje posty a lalka mimo, że tak na nią psioczysz piękna.
Pozdrowienia ślepa Genia! :)
Owszem, model muse są sztywne i lepiej prezentują się na stojąco, ale i im nie można odmówić uroku, czego dowodzi właśnie Twoja lalka :)
OdpowiedzUsuńCudne ma włosy :)
O prosze gadki o Marsie Mars nie widział nie widział! :)
OdpowiedzUsuńOj Króliczku wyslij do mnie na okiełznanie, zobaczysz wujek Mars cuda robi.
HAHAHAH
Ta lala jest przepiekna!!!A niech sobie bedzie blondyna do kwadratu,mnie zniewala wygladem!!
OdpowiedzUsuńSzkoda ze ja nie mam takich skarbow pochowanych po katach:/
Maślak w buraczkach wygląda smakowicie, mniam:)
OdpowiedzUsuńA blondyna... Oj co tu dużo mówić, blondynka MA WYGLĄDAĆ- a nie przemęczać ślicznej główki myśleniem i nie daj boże ciałko nadwyrężyć jakąś nadmierną i całkowicie zbędną aktywnością fizyczną. I to Twój aniołek robi z wdziękiem i po mistrzowsku- ona WYGLĄDA!!
Niebieska beza :D Gdybym była kenem to pewnie bym się zabujała na zabój.
OdpowiedzUsuńA młody ma niezły spust. Jabłka i buraczki to pierwszorzędne żarełko, a jak jeszcze pyry, kapuchę i schabowe polubi - to będzie chłop że hej!
Zdjęcie Maślaka w buraczkach - GENIALNE!
OdpowiedzUsuńPodobnie, jak i cała notka! Zwłaszcza fragment o sałatce jarzynowej ^^
Króliku, musisz koniecznie częściej nas rozpieszczać swoimi notkami! :D
Wypadałoby jeszcze napisać coś o Barbie... Hm... Podoba mi się jej strój, zwłaszcza gorset. Lubię takie pseudo skomplikowane kreacje ;) Nie rozumiem, czemu na nią "psioczysz"???
Mieszku- ja sama jestem taka "baba z jajami" i obecność na półce czegoś tak omdlewająco delikatnego, mnie zwyczajnie wkurza ;) Lalka bardzo mi się podoba, ale zdecydowanie bardziej wolę wyraziste Baśki.
OdpowiedzUsuńMaślak wcina wszystko, od schabowych woli mielone, bo się łatwiej gryzie ;P
JAK ZWYKLE FAJNY POST :)
OdpowiedzUsuńA może dlatego, że przypominają piłeczkę? :P
OdpowiedzUsuńAnioł śliczny, za to Maślaczek pobija na głowę wszystkie lalki :)
OdpowiedzUsuńGratulyję Teściowej!Takich jak Ona - zawsze mało!Maślaczek - słodki!Fajną ma grzywę i rośnie jak złoto! A panna....niesamowicie delikatna i piękna!
OdpowiedzUsuńMasz dziewczyno dar do pisania i rozweselania ludzi i przy okazji opisania lalki, życia, dzieciaczka i teściowej. Weż i zamiast biegać do roboty zacznij pisać ciekawe opowiadanka "z życia wzięte".pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMaślaczek pod każda postacią wygląda smakowicie:)
OdpowiedzUsuńLalka: Ma puste spojrzenie, ale tak piękne oczy, że można w nie patrzeć i patrzeć:)
MamaM, bardzo kojarzy mi się z moja babcią (nie będę tłumaczyć, powiem tyle: Smacznego)
Pozdrawiam:)
Aż zazdroszczę Ci takiej teściowej! Moja olewa wnuka od lat już prawie 17, syna zniechęciła do siebie wielokrotnie, a ja pomimo mojego "spokojnego" charakteru i miłości do ludzi, nie mogę do niej dotrzeć...i już teraz nawet nie próbuję. Lepiej mi z tym, że się z nią nie spotykam, że nie dzwoni...bo dzwoniła tylko wtedy gdy miała interes. Zresztą z moim synem NIGDY nie została.
OdpowiedzUsuńCo do lalki, to faktycznie to jej spojrzenie ma w sobie coś z "plastików" z amerykańskich filmów. Jednak i tak bardzo mi się podoba !!!!
Maślaczek wygląda wspaniale. Dobrze, że ma apetyt, ba ja do dnia dzisiejszego mojemu synusiowi muszę wmuszać coś do jedzenia. Podobno, gdy będzie miał żonę (o zgrozo - ja teściowa), nie będzie marudził czy lubi coś, czy nie....
bardzo lubię czytac o Maslaku i oglądać jego fotki:) Nawet lalki odchodzą na drugi plan:)
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje wpisy. :)
OdpowiedzUsuńA lala ta od dłuższego czasu jest moją wymarzoną aż w końcu zdecydowałam się wydać tą zawrotną sumę pieniędzy i jest już w drodze do mnie. ;)
Nie taka zła ta blondyna, a Teściowej zazdroszczę :)
OdpowiedzUsuń