Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!

środa, 10 lipca 2013

Taki tam, zwykły zbieg okoliczności...

Kuzyn mojego Małżona postanowił popełnić społeczne samobójstwo i się żeni. Wesele zaplanowano na 17 sierpnia, co mi bardzo nie pasuje, bo tego dnia mój Ślubny przechodzi w stan męskiej pełnoletności, czyli kończy 30 lat. Nie pasuje mi też odległość, bo muszę jechać na imprezę, aż pod Szczecin. Przy czym to "pod" to raptem 130km, a wioska jest tak mała, że samochód Google Maps tam zaginął (istnieje przypuszczenie, że kierowca i fotograf nadal nie wytrzeźwieli). Moja fobia społeczna, aż krzyczy z radości na wieść o dwustu osobach zaproszonych na świętowanie. Wątroba odmawia pieczonego świniaka i mrożonej wódki. A Królik jako całość nie znosi wesel i ślubów.
Nie i już!
Nie tańczę i nie chodzę do kościoła!
Nie lubię rodzinnych integracji i mam inne plany na ten dzień!
Inni niestety byli szybsi i wcześniej zadeklarowali chęć niepojechania na wiejską "potupajkę". Niestety zostaliśmy z Małżonem jak te dwie sieroty na placu boju i musimy jechać. No cóż...
Sama historia miłosna Młodych (choć już mocno po 30 oboje) jest ckliwie romantyczna.
On- uciekł od problemów, odciął się od dawnego życia i znajomych. Wyjechał do Krainy Wielkiego Dobrobytu, czyli Anglii. Tam zakopał się w jakiejś dziurze, gdzie internet jest na dynamo i gdzie próżno szukać  fali rodaków.
Ona- wyjechała szukać świata poza swoją wioską. Zostawiła gromadę rodzeństwa, kuzynów i ciotek. Złamane serce spakowała do glinianego słoja i zakopała na progu rodzinnego domu. Znalazła swoje inne miejsce na Ziemi.
Jakoś tak się stało, że byli jedynymi Polakami, akurat w tym miejscu w Anglii, gdzie rodaków nie ma. Choć pracowali w jednym budynku, to spotkali się dopiero po pół roku. No i zaiskrzyło. Ślub był szybką decyzją, bo oboje poturbowani przez życie, wiedzieli że nie można puścić szczęścia, skoro się je już złapało. Równie szybko na świecie pojawił się Pulpet (4,5kg po urodzeniu i nadal rośnie) i właśnie to sprawiło, że zamiast kameralnej imprezy "u siebie", postanowiono wyprawić wesele "na bogato" i "z pierdolnięciem" w Polsce. A co!- trza się pochwalić Pulpetem i wypasioną "BiEmWuu". Wszystkim po równo- panowie do silnika, a panie do pieluch.
Choć mamy dopiero połowę lipca, to kuzynostwo już zjechało do kraju. Pierwszy przystanek mieli u rodziców Młodego. Na stół wjechała flaszka i kiełbasa, Pulpet poszedł spać, a dorośli ucztowali.
Zapomniałam dodać, że wraz z Młodymi, w bonusie do kraju zjechała mama przyszłej Panny Młodej, która przez ostatnie kilka miesięcy mieszkała z nimi, bo ich kręgosłupy dawno wysiadły od dźwigania 15kg już potomka.
Po którymś kielichu, przyszła teściowa, nagle przypomniała sobie, że kiedyś, dawno, dawno temu miała w Elblągu kuzynkę.
Były dziewczynkami i mama ją (teściową) kiedyś przywiozła do Elbląga na pogrzeb "cioteczno-stryjecznej babki za strony wujka Kazika, tego co go krowa kopnęła na śmierć, a nie tego co się po pijaku ze stodołą spalił." I że ona tak Grażynkę lubiła i że może ją na ślub zaprosić?
No tak, 200 osób... jedna w tą, czy w tamtą... I gospodarka bogata... Tylko jakby tu ową "Grażynkę" znaleźć? Mamusia pamiętała ulicę, na której kuzynka mieszkała i jej nazwisko panieńskie. I nic poza tym! A przecież Grażynka "miastowa" splendoru by im dodała!

Słuchajcie, ja wiem, że wieś ta, którą znamy z PRLu już się skończyła. Ja wiem, że nie ma już gumofilców i marazmu. Mentalność, niestety w niektórych jest silna. Proszę, mnie nie bić i nie kąsać. Historię, którą tu przytaczam usłyszałam od osoby, która uczestniczyła w tych, opisanych przeze mnie wydarzeniach i zna osobiście osoby, które tu występują i której bezgranicznie ufam, jeśli idzie o przekazywanie faktów. 
Proszę nie tłuc autorki!!! Dziękuję, wracamy do opowieści ;)

Zanim wódka im do końca z głów wyparowała postanowili udać się na wskazaną przez mamunię ulicę i "Grażynkę" odnaleźć.
Jakkolwiek najrzetelniejsze źródło wiedzy w internetach mówi: "Wszystkie drogi prowadzą przez Elbląg. Nawet droga z Sopotu do Gdańska", to jednak nieco "na wyrost" wydaje mi się nadzieja na znalezienie, 40 lat niewidzianej kuzynki, która mieszka na jednej z ulic w 130 tysięcznym mieście.
Kuzynostwo z mamcią na czele obrało jednak strategię Świadków Jehowy (którzy zresztą zbór mają na ulicy wskazanej przez Teściową) i wytypowawszy na "chybił-trafił" trzy domy poszli pukać do drzwi, w poszukiwaniu Grażynki.
Przyznam, że nie rozumiem, jak im się udało...
Tak.
Znaleźli Grażynkę!
Nawet długo nie szukali, bo Grażynka przez te 40 lat przeprowadziła się raptem z jednej strony ulicy na drugą.

Przyznam, że jestem pod wrażeniem. Kuzynka z jednego zadupia odnalazła kuzynkę z drugiego zadupia.
Taka odległość je dzieliła:


Nie widziały się 40 lat, a przegadały pół dnia. Grażynka była zaszczycona zaproszeniem na ślub, ale nie dała wiążącej odpowiedzi, propozycja mocno ją zaskoczyła.
Aby doszło do spotkania, najpierw dzieci musiały porzucić gniazdo, potem musiał narodzić się Pulpet, a potem flaszka wyostrzyła wspomnienia. Rodzina na nowo zjednoczona.
Wypijmy za to!

No, a żeby nie było, że niesamowite zbiegi okoliczności spotykają innych, mnie też się udało przypadkiem nabyć urokliwą laleczkę:

Śliczna, prawda?
To Wendy z Piotrusia Pana.


A raczej Disney Peter Pan's flying Wendy z 1997 roku.
Lalka w pudle wyglądała tak:


Lalka jest odpowiednikiem, tej bohaterki filmów Disneya:



Zbiegiem okoliczności jest to, że pierwszy raz zobaczyłam ją na lalkowym forum i momentalnie zdążyłam się zakochać. Niestety, okazało się, że lalka jest uznawana za kolekcjonerów za very hard to find, czyli trudną do znalezienia, przez co jej cena jest przerażająca.
Zdążyłam się pogodzić z myślą, że Wendy nie będę miała, a tu nagle BUM!- i znajduję maleństwo na All za śmiesznie niską kwotę!
Takie "przypadki to ja lubię" ;)














Wendy otrzymała "lalaloopsowego" Piotrusia Pana jako maskotkę i tworzą wyjątkowo uroczą parę.



A! I jeszcze znalazłam inną wersję Wendy:

Wielkooka O.O


Wiecie gdzie mieszka Grażynka? W moim bloku. W następnej klatce.
Grażynka to pani Kwiecień.
Karma is a Bitch...
Coś czuję, że to wesele będzie niezapomniane...


Zdjęcia znalazłam na:
www.amazon.com,
www.ioffer.com,
Googl Maps,
w lodówce,
i na wieszaku w piwnicy.

67 komentarzy:

  1. O... solidaryzuję się z Twoim "NIE", też Nie-przytupuję, Nie-uczęszczam , Nie-gromadzę się masowo... :/ Pozostaje Ci chyba nastawić się na socjologiczne obserwacje, pewnie będzie z tego bardzo ciekawy post :) . Wendy jest śliczna , postaci Piotrusia Pana nie lubię - zbyt wielu facetów wzięło sobie ten wzorzec do serca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą Kwietniową to taki zbieg okoliczności, że aż nie do wiary. Porządni sąsiedzi to skarb, który posiada niewiele osób. Niesamowity pech, że się z tą francą na weselu jeszcze będziesz musiała użerać. Chociaż pisałaś,że jest nadzieja iż nie pojedzie, może nie mają kasy, bo ich rachunki za ogrzewanie wykończyły finansowo xD
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ino obserwacje mi zostały, bo ja po operacji nie mogę nawet kielicha wypić :(
      Jeśli zaś pani Kwiecień i ja będziemy na jednej sali, to niestety, ale któraś z nas skończy twarzą w torcie. Nie zamierzam być tą osobą ;)

      Usuń
  2. Wendy jest śliczna :)
    Jeśli chodzi o wesele, jak będziesz się na nim strasznie nudziła albo po prostu nie będziesz miała ochoty tam być ;) to ja Cię zapraszam do mnie na kawę :) Mieszkam w Szczecinie:))
    Pozdrawiam cieplutko :))
    Ps. Tylko weź jakieś lalki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że jak pisałam "pod" jest 130km od Szczecina i nie wiem, czy Małżon się zgodzi na zboczenie z trasy :)

      Usuń
  3. błahahahahahahaha...się uśmiałam...no ja zazdraszczam bo ja to z tych co..."jedzą ,pija, lulek nie palą, ale tańce, hulanki i swawole nie som mi obce;)" Co prawda impreza zaczyna podobać mi się po 12 w nocy, kiedy to do jedzenia jest tort i ogórki konserwowe lub kiszone ewentualnie ćwikła dla zmiany smaku po torcie! Kidy to już został przeze mnie wyłoniony najlepszy partner do tańca, który to posiada "druga połowę" kompatybilna z moim lewonożnym małżonkiem. I mogę sobie spokojnie "walcować"...kiedy to do tańca mam już butki mało eleganckie, ale wygodne.Ewentualnie
    "znieczulenie" skutecznie niweluje ból stóp na wysokich obcasach;) Kiedy DJ albo orkiestra w pełni ze mną współpracuje w doborze muzy;)...a nikomu więcej to nie przeszkadza;) hahahaha
    Jako Świetna Obserwatorka na pewno znajdziesz tam temat na boskiego posta...ja na pewno na niego będę czekała z utęsknieniem....bo potrzebuję Twoich opowieści do śmiechu i życia z uśmiechem;)

    Co do fantastycznych "zbiegów okoliczności", poszukiwania zaginionych kuzynek i takich tam...zawsze się zastanawiam nad "opatrznością"...co ona robi...ze znowu kojarzy te "pary" straszne to jest...przecież nie po to się zagubili,żeby się odnajdywać po latach...bez sensu;)

    Lalunia śliczna...taka dziewczęca! Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja jestem "miękka faja" i po północy to marzę o łóżku, a nie o zakąsce. Jak już tańczę (zwykle po kielichu) to na bosaka.
      Żaden ze mnie zwierz imprezowy :(

      Usuń
  4. Króliku, współczuję z całego serca! Sam ostatnio musiałem brać udział w masowym spędzie nieznanych nikomu ciotek i wujków, co by cioteczną siostrę wydać na mąż. Przeżycie było to dla mnie wielkie, "bo przecież siostra młodsza, a już ślubuje, a co z tobą?" Samemu pojechać nie wypada, współlokatorka została postawiona pod ścianą, wyjścia nie miała. Przed kościołem bałem się, że we mnie grom z jasnego nieba strzeli za wszelkie grzechy popełnione przez te 20 lat. Za to wewnątrz musiałem się powstrzymywać, co by śmiechem nie parsknąć na cały ten ceremoniał i jakże pouczające kazanie. Na weselu natomiast opędzić się nie mogłem od ciotek wypytujących o studia i pracę, wiek (?!) i wzrost (?!!), no i oczywiście...
    - A to koleżanka czy dziewczyna?
    - To kiedy ślubujecie?
    - Sześć lat się znata, mieszkata razem i jeszcze nie po słowie?
    Choć chyba i tak bardziej pokrzywdzona została moja współlokatorka, na którą spadł obowiązek tańczenia z każdym możliwym wujkiem, kuzynek, sąsiadem i panem z obsługi. A, że dziewczyna ma czym oddychać, mnie pozostało wyłącznie z głupawym uśmiechem przyjmować wszelkie gratulacje od tychże panów...
    A później alkohol zaczął działać i było już tylko lepiej ;)
    Także nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;) Jechać musisz, żeby nas, wiernych fanów, uraczyć relacją z tejże wiekopomnej chwili ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja mam ten spokój, że żonatą i dzieciatą babę, pytają jedynie o to, kiedy drugie dziecko :)
      Choć też mam czym odetchnąć, to złe oko Małżona powoduje, że "wujki" różnej maści, nawet nie podchodzą.
      W kościele zwykle jestem uciszana, przez stare dewoty, bo... ze wszystkiego się śmieję :)

      Usuń
    2. Jako,ze mam już dwoje dzieci- to...spokojnie popijam z innymi spełnionymi matkami;) i nikt mnie o nic nie pyta;) hahahaha no może czasem...dlaczego występuję w spodniach a nie w sukienczynie;)

      Usuń
  5. Ja także zbiorowiskom mówię stanowcze NIE, mimo iż teoretycznie jestem jeszcze dzieckiem... Wręcz nienawidzę jak wszyscy wypytują o moje życie prywatne. Co ich to obchodzi? Jakbym chciała to bym się rozsiadła na krześle i zanudziła ich przeróżnymi opowieściami. No ale przecież z "imprezy" na imprezę "Klaudia robi się coraz ładniejsza, na pewno nie może się odpędzić od chłopców...". O zgrozo...
    Wytrwałości życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Właśnie dlatego NIGDY nie lubiłam spędów! Najgorsze, że czasemk jedyne co pozostaje, to głupio się uśmiechać :)

      Usuń
  6. Nie wiem dlaczego, ale ubzdurało mi się, że mieszkasz gdzieś bliżej Zatorza, a tu proszę - lepiej znane mi rejony. Nie wiem czemu, ale będąc na niewielkiej emigracji, lubię słuchać i czytać o "swoich stronach". Tak więc chwała Ci za to, że się wywnętrzasz, bo robi mi się cieplej na serduszku jak słyszę o znajomych kontach. A Wendy jest cudna po prostu, a nowy Piotruś lepszy od oryginału:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yyy o kątach oczywiście;)

      Usuń
    2. Ja kocham moje miasto, ale mam do niego zdrowy dystans :)
      Blisko Zatorza to ja pracuję :)
      Postaram się częściej "lokalnie" uzewnętrzniać :)

      Usuń
  7. Wiejskie wesela są spoko- no wiesz- nie takie tam "ą-ę, bułkĘ przez bibułkĘ"- będziesz się świetnie bawić- uczcicie urodziny Małżona. nowe miejsce- nowi ludzie- żyć nie umierać!No i gabaryty Królika są zapewne ograniczone z powodu diety- zatem jak wskoczysz w nową kieckę- to się poczujesz jak gwiazda!
    Fajna Wandzia! Świetnie, że ją masz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? Nowa kiecka? Hm... nie patrzyłam na to z tej strony :)

      Usuń
  8. Pozostaje tylko życzyć odlotu na wróżkowym pyłku, żebyś jakoś przetrwała to weselicho. ;) Wendy śliczna, na osłodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym to ja wiedziała skąd tego pyłku wziąć tak z pięć kilo... ;)

      Usuń
    2. Pewnie w naszych czasach łatwiej o narkozę. ;)

      Usuń
  9. śliczna, słodziutka lala;
    a co do dawnych znajomych, moja mama odnalazła swoją koleżankę ze szkoły średniej po jakichś 50 latach, wystarczyło jej jedno popołudnie
    a lekarstwem na wiejskie wesele może być upicie się zanim się zacznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety po operacji, nie mogę pić :((
      Ja wierzę w szczęśliwe zrządzenia losu, ale czemu akurat pani Kwiecień? ;(

      Usuń
  10. Za cholerę nie jarzę,kto z kim i dlaczego. Jedynie, że młodzi się kochają, mają swojego bobasa i chcą się pobierac. Ale dlaczego Ty musisz tam jechac ? wbrew woli i ochocie ?? toż to dwa dni , baa nawet trzy z życiorysu wycięte. Z drugiej strony, to ja mam tak, że jak niechętnie gdzieś jadę, to pózniej jest całkiem fajnie. Czego i Wam życzę.
    Ta mała jest przesłodka , bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu- ślub bierze bliski kuzyn mojego Męża. Chowali się w jednej chałupie, więc są jak bracia. Rodzina Panny młodej jest liczna i mocno "wiejska". Podczas odwiedzin, okazało się, że kuzynką przyszłej teściowej kuzyna, jest moja, najbardziej znienawidzona sąsiadka.

      Ze strony Pana Młodego, jest dużo mniej osób, niż z drugiej strony i dodatkowo część z nich odmówiła udziału w przyjęciu (głównie ze względu na koszty). My nie zdążyliśmy się wykręcić. Niestety Jackowi, jako "prawie bratu" nie wypada nie być na weselu.
      A mnie, jako żonie, "nie wypada" nie jechać z Mężem ;)

      Usuń
    2. No tak , to wszystko jasne. Potraktuj całą imprezę jak przygodę, pomyśl sobie, że zbierasz materiał do napisania książki obyczajowej. Bo ja sobie w skrytości myślę, że opiszesz owo weselisko i zwyczaje na nim panujące. A do Koscioła jak CI nie pasi, to nie wchodz , wachluj się ostentacyjnie na powietrzu, że niby nadmiar emocji wywołał u Ciebie "globusa" :)

      Usuń
  11. Jak to się dzieje, że ja zawsze u ciebie się śmieję... jakaś więź niechybnie - jak z tym Pattersonem. Wiedźmy-czarownice, ot i tyle. U mnie to brat zamierza popełnić owe samobójstwo sierpnia 10tego pod Lublinem. I tak jakoś wyszło, że będę robić mu zdjęcia (zawsze to jakieś zajęcie i wymówka lepsza od "nie umiem tańczyć" czy "nie lubię pić alkoholu"). Tylko, że mamcia mnie teraz dobija, bo przecież jako siostrzyca pana młodego muszę wyglądać ślicznie, bo a nóż jakiegoś męża mi się tam znajdzie... bleh :D i tak wiadomo, że ubiorę spodnie... jestem gruba, garbata, mam krzywy nos i zęby i już dawno doszłam do wniosku, że zostanę staruszką z gromadą kotów, gotującą w kociołku dziwne wywary i mającą nieco tylko stęchłe ciasteczka do herbaty, którymi to ciasteczkami można by gwoździe wbijać. "Ale za to herbatka dobra" jak to głosili w reklamie.
    Tak po czasie do mnie dotarło, że swoją wczorajszą dedykacją mogłam cię urazić, bo zwykle d* się nie dedykuje... nie miałam takiego zamiaru, więc przepraszam. To było z sympatii. :)
    Na ślub weź aparat i obserwuj ludzi. Uwiecznij panią Kwiecień w kompromitującej sytuacji i bezwstydnie ją potem szantażuj. Hihi.
    Ale zbieg okoliczności po prostu... ja nie mogę. :D
    "Koniec języka za przewodnika" to jak widać bardzo skuteczna metoda szukania dawno nie widzianych kuzynek. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i masz ci... o Wandzi zapomniałam. A taka urokliwa z niej panienka. Gratuluję zdobyczy!

      Usuń
    2. Nie lubię rodzinnych spędów a wesele będzie na około 100 osób. Masakra. Do kościoła też nie chodzę, chyba że jako fotograf ślubny. I lubię wesela innych tylko dlatego, że są z tego pieniądze. Wesel w rodzinie to nie bałdzo z wymienionych przez innych już powodów: Dopytywanie o sprawy prywatne, zmuszanie do robienia tego czego się nie chce, mówienie co wypada a co nie i takie tam... całe szczęście, że mam aparat bo jeszcze musiałabym się tłumaczyć czemu jeszcze nie mam faceta...
      Króliku jestem z tobą! Sercem, duszą i tuszą. ;)

      Usuń
    3. Moim zdaniem jesteś dla siebie zbyt surowa :) Kiedy czytam, twoje zwariowane posty, to mam wrażenie, że ich autorka jest nie większa od chochlika i tak samo zabawna :)
      A krzywy nos może być wspaniałym znakiem rozpoznawczym!
      Czy ja sprawiam wrażenie osoby, którą mogłaby urazić jędrna, arbuzowa dupka? Chyba nie ;))

      Usuń
    4. 75 kilo chochlika + pożarty rano batonik ;) faktycznie drobinka ;)
      Ale masz rację - jestem swoim największym krytykiem :D nawet instruktor jazdy mi nie dorównywał pod tym względem, bo zanim mnie opierniczył ja zdążyłam to zrobić 10razy sama :D
      Mam jeszcze inne dupki prócz arbuzowej jakby co ;) pandziocha, lew, foka i doszedł jeszcze dmuchawiec :D:D:D
      Polecam się :D hyhyhy

      Usuń
    5. Proszę o dmuchawca! Od szczeniaka ma słabość do tych chwastów!
      75 kilo, to mój cel wymarzony :)

      Usuń
    6. Mnie przydałoby się zrzucić z 10kilo.
      Zgoda. W następnym wpisie będzie Dupa Dmuchawca :D:D:D:D

      Usuń
  12. Rozumiem Cie bardzo dobrze, też mam fobię społeczną, przed każdym bardziej "ludnym" wyjściem" biorę coś na uspokojenie >.< Wesela i śluby to już w ogóle najgorsza kategoria spotkań, pełno tam samych "dobrych znajomych" z którymi ma się "mnóstwo" wspólnych tematów ;)

    Historia z Grażynką wspaniała, niesamowite, ze udało im się ją odnaleźć!

    "pogrzeb "cioteczno-stryjecznej babki za strony wujka Kazika, tego co go krowa kopnęła na śmierć, a nie tego co się po pijaku ze stodołą spalił." hahaha, bardzo z życia wzięte!

    Wendy jest wyjątkowo śliczna, to chyba najładniejsza lalka przedstawiająca tą postać jaką widziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czemu musieli znaleźć akurat tą żmiję, którą utopiłabym w gnojowicy i bez mrugnięcia okiem?

      Usuń
  13. Rudy Króliku, ja wiem, że lojalność małżeńska to święty obowiązek, ale nie możesz po prostu zachorować? Może to wredne, ale czasem jak nie chcę gdzieś iść, to jestem bardzo chora. Objawy łatwo znajdziesz w internecie, a każda kobieta jest urodzoną aktorką. Małżonek sam pojedzie na to wesele i już, a Tobie wszyscy będą współczuć, że ominęła Cię taka wspaniała impreza. No i pani Kwiecień nie będziesz musiała oglądać. Podejrzewam, że ona raczej nie odpuści sobie tego wesela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym niby zasłonić się operacją niedawną, ale osobą, która najbardziej nalega na nasz wyjazd jest moja Teściowa. Ja jestem osobą ciut nietypową, bo uwielbiam mamę mojego Męża i nie umiałabym sprawić jej zawodu. No i skoro małżonek ma tam cierpieć, to niech nie cierpi sam...

      Usuń
  14. Ja też nie przepadam za hucznymi weselami. Żeby potańczyć to muszę wychylić kilka głębszych na rozluźnienie. Po prostu tak mam... Zbieg okoliczności rzeczywiście niesamowity. Mimo wszystko życzę udanej zabawy.

    Laleczka urocza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bez kielicha, to na weselu nawet tyłka z krzesła nie podniosę:)

      Usuń
  15. Ha z dwojga złego lepszym znaleziskiem jest Wendy ( śliczna z lalaloopsowym Piotrusiem)
    Niestety, życie bywa czasami wredne a świat wybitnie za mały ;)
    Bez kielicha się na potupance nie obejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz kolejny: ja nie mogę pić :(((

      Usuń
  16. Królisiu ty masz duszę wojownika... nie walcz ze żmijami... ze żmiją w ucziwej walce nie wygrasz... jest śliska i ma zęby pełne jadu więc jej z pyska chlapie tym jadem na boki...a czy warto dla żmiji stawać się żmiją? Aż mnie skóra boli na myśl o "naszych kwietniowych". Jak się pewnie zorientowałaś ja mam swoją... Brrrrr...
    A`propos Świadków Jehowy... to moje bratanki są ;) Wyznaję zasadę ... przyjaciele moich przyjaciół to moi ZNAJOMI. Przyjaciół wybieram sobie sama. A rodzina to rodzina i kropka. Pozdrów ich kiedy przyjdą znowu... Od zwariowanej ciotki. Ciekawe jak zareagują... niektórzy MAJĄ poczucie humoru... Buziaki ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciociu, od teraz solennie Ci przyrzekam, że już nigdy nie "pogonię" Świadka Jehowy, chyba że znowu przyjdzie w sobotę o siódmej rano! :)
      Ja po prostu nie znoszę gdy mnie się na siłę indoktrynuje, a w co kto wierzy, to jego prywatna sprawa!
      Ale przez wzgląd na Ciocię- zawieszam konflikt! :)
      Na Kwietniową syczę z dala. Z bliska nie warto...

      Usuń
    2. Dziękuję, chociaż ... w sobotę o 7.00 też bym pogoniła :) Dzielny wojownik ... moja krew... ;D

      Usuń
  17. O... Jak ja Cię dobrze rozumiem. Nienawidzę tego typu spędów. I jakoś tak od 10 lat skutecznie udawało mi się unikać tych zacnych imprez. Niestety w rodzinie nikt nigdy tego nie rozumiał.. Bo ja nie lubię wesel! Nie znoszę.. Zwłaszcza tych typowo polskich z wodzirejem, klaśnięciem, przytupem i wszechobecnym disco-polo. Od takich zabaw aż mnie mdli. Ani to fajne, ani śmieszne... Wręcz żałosne... I jeśli kiedykolwiek będę wychodzić za mąż... To albo będzie po mojemu albo z wesela nici! Zwłaszcza, że mam wielką rodzinę, z dużą ilością starszych wujków... I odrzuca mnie na samą myśl o tańcu z nimi (zwłaszcza po alkoholu).
    A z drugiej strony... Właśnie mam wesele we wrześniu...! Ale na tą imprezę się cieszę! Za mąż wychodzi moja przyjaciółka, która ma równo pod sufitem i normalne poglądy :) Uznała, że to jej ślub i wesele i nie będzie zapraszała rodziny, którą zna tylko ze słyszenia - dzięki temu będzie osób 80, w tym większość jej znajomych. Głupich zabaw też organizować nie będzie - więc liczę na naprawdę przyjemnie spędzoną noc :)

    A co do Wendy - śliczna z niej laleczka :) Ty to masz farta - ustrzelić takie cudo na allegro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wesele też było kameralne i fajne :) Też byłam na kilku zabawach, gdzie tańczyłam boso i do białego rana, ale zdecydowanie tych "przy kotlecie" było więcej.
      Sama nie wierzę w swoje szczęście na All :)

      Usuń
  18. Oho, będzie się działo, bo jak rozumiem to będzie takie TRADYCYJNE wesele, gdzie na pierwsze danie, obowiązkowo rosół, przepijany wódką, zabawy typu: pan młody rozpoznaje pannę młodą "po kolanku", a panna młoda swojego lubego "po uszach" itp. itd. Plus taka ilość obcych sobbie ludzi, że człowiek nie bardzo wie, do kogo się odezwać. Plusem takiej sytuacji jest to, że można sobie poobserwować współczesny folklor w żywej postaci, podjeść czegoś dobrego i jeśli muzyka jakaś znośna, pofikać sobie na parkiecie. Minusy - no cóż, jest ich DUŻO, ale tak juz życie wygląda, że nie same słodycze na świecie. Mam nadzieję, że dacie radę przeżyć imprezę bez bólu głowy i rozstroju żołądka. Nielubiana sasiadka pewnie Was będzie ignorować z miną wielkiej damy i nie sądzę aby dążyła do konfrontacji. A może, jesli bedzie miała dobry humor, to jednak bruderszaft zechce wypić i puścić niesnaski w niepamięć? Kto wie, kto wie? Na weselach dziwniejsze rzeczy się dzieją :)
    Wendy wyjątkowo pominę milczeniem, bo bardziej mi ten malutki Piotruś Pan wpadł w oko. W wersji Matellowskiej natychmiast przypomina mi wyłupiastookiego żabola, który napalił się jakiegoś ziółka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że to będzie TRADYCYJNE wesele :) Przecież mówię, że będzie świniak :)
      Grażynka jest bezmózgim wykonawcą woli jej męża, więc jeśli on nie pozwoli, to nici z bruderszafta.

      A Piotruś... no przecież, że naćpany! W końcu magiczny pyłek wciąga ;)

      Usuń
  19. No,no no właśnie co za zbieg okoliczności, ja właśnie jestem na etapie robienia Wendy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz! Może to nie przypadek, a działanie siły woli?

      Usuń
    2. zapewniam, że to istny przypadek :)

      Usuń
  20. To jak już tak blisko Szczecina... Mieszkam niedaleko zjazdu z autostrady :> Wesela współczuję, ja tam bym się jednak zaparła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle osób chce żebym zboczyła z trasy, że chyba na zlot by się nazbierało :)
      Do ciebie, to bym z chęcią przylazła :)

      Usuń
  21. Pożenienie kuzyna z najbardziej znienawidzoną sąsiadką to tylko Królikowi mogło się zdarzyć. A jest nas w Polsce coś około 38 milionów obywateli, więc to mało prawdopodobne... a jednak!
    Lalka prześliczna i bardzo dziewczęca. Cudo! Sama bym ją chciała, choć nie-Barbiowa.
    Z weselem to nawet Cię nie pocieszam, że będzie fajnie, bo nie widzę opcji dobrej zabawy na wiejskim weselu na 200 osób :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nadal nie ogarniam jak do tego doszło... Ale masz rację- takie jaja, to tylko u mnie :)

      Lalka nie barbiowa, gustownie ubrana i nie do zdobycia :) Trafiło się!

      Usuń
  22. Ja też nie lubię wesel.
    Laleczka jest przeurocza i ma słodką mordkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ktoś jej kitka upitolił i musiałam improwizować :)

      Usuń
  23. hej
    laleczka jest fantastyczna

    OdpowiedzUsuń
  24. Ty to masz FARTA... ja też niestety jestem zmuszona w te wakacje zaszczycić swoją obecnością na weselu jedną parę młodą, na szczęście z tego co się orientuje nie będzie na nim żadnych wrogów w postaci pań Kwiecień itd. ale jednak rodzinę trzeba będzie zobaczyć po długim czasie, a nie widziało jej się długo z jakichś konkretnych powodów, bo np. się jej nie lubi albo coś ;] Że też się ludziom chce, ja tam nie lubię takich szopek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się po prostu nie chce jechać na to wesele. Czas mi nie pasuje i w ogóle...
      Pani Kwiecień mogłaby być "miłym" dodatkiem do imprezy ;)

      Usuń
  25. Z przyjemnością sobie poczytałam, co mnie w życiu ominęło :-) Nie zaliczyłam żadnego wiejskiego wesela. Jednak wynikają jakieś plusy z wymarłej rodziny...

    Odnalezienia na tej samej ulicy, są za to mi znane. Jedno z nich, to odkrycie mojej pierwszej wakacyjnej miłości, zapoznanej w Bułgarii, kilka kamienic dalej... w Warszawie. On miał 12 lat, ja 11 - mieszkaliśmy tam całe życie i dopiero w pociągu, w drodze powrotnej, skonstatowaliśmy ze zdumieniem, że choć to mało prawdopodobne - nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej!

    Wendy cudowna, już ją wychwaliłam na DP. Mam teraz o czym marzyć :-)

    Wesela mi nie trzeba, bo sąsiedzi i tak pytają: "Dwa lata tu mieszka i bez chłopaka jeszcze?" Cóż, dobrze, że w metrykę nie zajrzeli :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam kiedyś kumpla, bardzo bliskiego. Trzymaliśmy się cały ogólniak i studia. Niejedną flaszkę obaliliśmy i niejedną tajemnicę znaliśmy. No i kiedyś on przynosi mi czarno-białe zdjęcie. Z przedszkola. Na nim trójka dzieci, a jedno z nich to ja. Pytam się go skąd ma moje zdjęcie. A on na to- "to moje zdjęcie" i pokazuje na fotkę.
      No tak... on z prawej, ja z lewej, a w środku nasza koleżanka z liceum ;)

      Powodzenia w zdobyciu "swojej" Wandzi!

      Usuń
  26. A ja tak siedzę i czuję się jak dziwak, bo ja od ukończenia pewnego wieku polubiłam rodzinne "spędy" ;) No, ale fakt, mnie nie wypytują o "kiedyślub" i tym podobne. Tylko muszę uważać, żeby nie dać się upić, bo zawsze wszystkim leją do upadłego xD
    Na Grażynkę mam prosty sposób - wykorzystać fakt Twojego niepicia, cichcem ją urżnąć do nieprzytomności i natrzeć resztkami bigosu w ciemnym kącie bez świadków :D

    Eeeeh, wy to skubani macie szczęście, wymarzycie sobie lalkę i bum, nagle znajduje się na Alku :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bigosem mówisz?... Nie kuś! ;)

      Sama nie wiem, jaki cud sprawił, że Wendy stanęła na mojej drodze. No, ale skoro los tak chciał, to kim ja jestem żeby się sprzeciwiać? ;)

      Usuń
  27. A w jakim mieście jest to wesele? Bo mój kuzyn ma ślub 17 sierpnia w Iławie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Tucznie, koło Strzelców Krajeńskich :)

      Usuń