Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!

piątek, 2 listopada 2012

Jak dobrze mieć sąsiada (choć wolałabym pchły)

Właściwie to od jakiegoś czasu sama sobie strzelam w stopę. Na samym początku mojej blogowej kariery miałam zamiar chwalić się lalkami. Z czasem lalki były wypierane przez bolączki mojej duszy i problemy egzystencjalne typu: "czy już mam pierdolca, czy tylko bałagan?". Ostatecznie doprowadziłam się do takiego stanu, gdzie boli mnie okazanie lalki, bez uprzedniego zaprezentowania historii.
I tak, wierzcie lub nie, ale mam zaległości rzędu mnóstwa lalek, a tu życie nudno płynie...
Kotu nie odwala.
Małżon grzeczny.
Maślak nie ciumka lalkowych nóg, a lata samolotami.
Królik gra w Pokemony.
I tak wieczór za wieczorem sobie żyjemy leniwie.
Jednego wieczorka ktoś puka do drzwi.
Idę otworzyć i widzę dzieciaka sąsiada, który w chudych łapkach trzyma kopertę nieomal większą niż on sam.
- Listonosz mi zostawił- mówi Filipek. Wręcza mi przesyłkę i znika, a ja zaczynam bić głową w ścianę.
"Zostawił"
Znowu! Kurza noga!
Nie mogę nauczyć listonosza, że ja CHCĘ awizo. Co z tego, że w domu ciągle ktoś siedzi. mój listonosz jest chyba inwalidą, bo na drugie piętro ciągle mu daleko. I tak zawsze znajduje moje paczki u sąsiadów.
Ponieważ moja bitwa z pracownikiem poczty to temat na osobną notkę, to skupię się teraz nad tym czemu nienawidzę gdy moje przesyłki lądują u sąsiadów.
A więc czemu?
Bo mój blok należy do WSPÓLNOTY MIESZKANIOWEJ!
Tak Kochani- dużymi literami i z nabożną czcią.
Jeszcze raz: WSPÓLNOTA MIESZKANIOWA!! Aż mnie ciarki przechodzą ;)))
15 rodzin od wielu dziesięcioleci terroryzowanych przez samego Szatana i jego Minionów.
W kultowym serialu Barei pt "Alternatywy 4", mieszkańcy mieli swojego Anioła. Moje Nemezis nazywa się Kwiecień (a właściwie to ciut inaczej, ale wierzę, że ten skurczybyk ma kamery zmieszczone w moim domu i WIE!).
Pan Kwiecień jest samozwańczym cieciem tego burdelu, w którym przyszło mi mieszkać i pałamy do siebie krystalicznie czystą nienawiścią odkąd pierwszy raz nasze drogi się pokrzyżowały.
Na początku byłam tylko niewinnym Króliczkiem. Ufnym i z sercem przepełnionym miłością do bliźniego i do sąsiadów. Cieszyłam się z mojego własnego mieszkania i ze wszystkiego co go otaczało.
Z parku.
Z cmentarza.
Ze stadionu.
Mieszkania na strychu.
Bliskości lasu i działek.
To miało być miejsce gdzie wychowam małe Króliczko-Lwy.
A potem pojawił się pan Kwiecień, który przy pierwszym spotkaniu nie odpowiedział na moje radosne "Dzień Dobry".
Pan Kwiecień nienawidzi kobiet i się z tym nie kryje. Posiada egzemplarz Żony- babska wścibskiego i wrednego, pozbawionego kręgosłupa moralnego i własnego zdania.
Pan Kwiecień nie może zrozumieć, że to ja jestem właścicielką mieszkania. Nie Małżon- mężczyzna, tylko ja- "puch marny". Wobec tego ja podejmuję decyzje administracyjne dotyczące Nory, czego pan Kwiecień nie ogarnia i w wyniku tego na Małżona też patrzy wilkiem, bo co to za facet, co pozwolił babie nabyć nieruchomość.
Kolejny problem to to, że (i tutaj cytuję): "jesteście młodzi, a młodzi powinni mieszkać w domku na przedmieściu". I to najłagodniejsza riposta na każdą wzmiankę o czymkolwiek dotyczącym naszego, wspólnego przecież, domu.
Pan Kwiecień ma żal, do poprzedniej właścicielki mieszkania, że sprzedała je bez konsultacji ze WSPÓLNOTĄ. No, bo jak to?- tak w tajemnicy?! Bez zapoznania innych mieszkańców w domniemanymi przyszłymi lokatorami? I teraz WSPÓLNOTA ma problem, co z nami zrobić. Przecież nie poznali nas wcześniej i nie wydali osądu! (Dowiedziałam się tego po pół roku mieszkania we WSPÓLNOCIE na zebraniu mieszkańców)
Pan Kwiecień posiada Joreczka - Tofika, ale nie zmienia to faktu, że poważnie próbował zakazać trzymania zwierząt w domach. Czemu?- bo Bubel chodził po dachu, a jak wiadomo koty roznoszą zarazki i duszą niemowlęta. Ja posiadam małe dziecko i dla jego bezpieczeństwa powinnam pozbyć się kota! (To akurat słowa pani Kwiecień).
Wszystko to to pikuś w porównaniu z naszym największym grzechem, który według słów pana K, doprowadzi w końcu WSPÓLNOTĘ do ruiny finansowej, a na razie sprawia, że inni mieszkańcy nas nienawidzą.
Jaki to grzech?
Podpowiem: nie jest to kot, bo tego już nie ma...
...
...
...
UWAGA!!

Rudy Królik wraz z Małżonem ośmielają się... OTWIERAĆ OKNA W SEZONIE GRZEWCZYM!!
Ta dum bass...
Tak. Otwieram okna w domu czym wyziębiam blok i sprawiam, że wszyscy mieszkańcy płacą słone rachunki za ogrzewanie.
Mieszkam w mej Norze już trzy lata i z sześć razy dostałam solidny opierdziel za to, że np poszłam na spacer, nie było mnie trzy godziny czterdzieści sześć minut (zmierzone przez panią K), a przez ten czas miałam otwarte okno.
Próbowałam się kłócić. Rozmawiać. Pokazywać wykresy fizyczne.
Nawet zapytałam, czy jak on otwiera lodówkę to pani Kwiecień marznie.
Nic.
Z kobietą nie będzie dyskutował.
Za to zrobił zdjęcia.
Ma dowód.
Pokaże na następnym zebraniu WSPÓLNOTY.
Eksmitują nas.
I każą słono płacić!!!

Wszystko co złe i niedobre w naszym stadzie, to wina otwartych okien.
Pamiętacie jak pisałam, że w domu marzniemy? tutaj dla przypomnienia
Nie ważne, że mieszkanie jest na strychu, strychami otoczone i ze źle docieplonym dachem!- nie otwierajcie okien, nie będzie zimno.
Zamarzły rury w łazience?- no prosz... OKNO! Króliki, OKNO!!
Przez nieszczelny dach na strychu napadał deszcz i zrobił się grzyb na ścianie?- nie byłoby otwartego okna, nie byłoby wilgoci...

Najgorsze jest to, że my jesteśmy najmłodsi w tym naszym kołchozie. Inni mieszkańcy, którym nierzadko stuka 70tka, może i nie są zadowoleni z apodyktycznych rządów pana Kwietnia, ale cieszą się, że to nie oni muszą rozmawiać z administracją.
Najgorsze jest to, że pan Kwiecień ma swoje zaprzyjaźnione Komando, które stanowi niepobitą armię sługusów. I choć mają mniejszą władzę to przeszkadza im dziecięcy wózek przy nieużywanej piwnicy. Trawa rosnąca przy MOIM garażu i smoczek w buzi dwulatka (Pani, co z niego wyrośnie, skoro ma już ponad dwa lata i smoka ciągnie?!?).
Do tego nic nie możemy zrobić bo Kwiecień nie pozwala, bo nie umiemy, bo WSPÓLNOTA nie wyrazi zgody.
Żegnaj strychu!
Żegnaj docieplony dachu!
Żegnaj przebudowo mieszkania!

Witaj nowa dzielnico!- bo przeprowadzimy się tak szybko, jak szybko pozwolą na to fundusze.

A w ogłoszeniu napiszemy:

"Mieszkanie ciepłe i przytulne.
Latem tak gorąco, że idzie umrzeć, a zimą trza się tulić by nie zamarznąć.
Miła i spokojna dzielnica.
Co środę i sobotę mecz lokalnej drużyny piłkarskiej. Dla swojego bezpieczeństwa schowaj samochód i naucz się przyśpiewek na pamięć.
Blisko przystanek autobusowy.
Przyda się jeśli chcesz jechać na dworzec i tylko tam.
Mili sąsiedzi.
Będą wiedzieć o tobie więcej niż twoja matka.
Kup, a nie pożałujesz.
My na pewno nie żałujemy, że sprzedaliśmy i nie próbuj nasz szukać."

I zamieszczę taki rysunek poglądowy, żeby każdy wiedział jak u nas fajnie ;):



Strach mnie blady ogarnia, gdy pomyślę, że moja paczka mogłaby trafić w łapy pana lub pani Kwiecień.
Na bank dla bezpieczeństwa WSPÓLNOTY zostałby otwarta, a jej zawartość wybebeszona. Ja pewnie stanęłabym przed sądem sąsiedzkim jako osoba niezrównoważona psychicznie.

A w paczce, którą przyniósł Filipek była Morgana z setu:
Merlin & Morgan Le Fay Magic and Mystery Collection z 2000 roku:



Morganę trudno nabyć solo, a jak wiadomo Ken potrzebny mi tak jak trzecia noga. Kiedy więc wypatrzyłam ją na Allegro, to nie posiadałam się ze szczęścia. Tym bardziej, że sprzedawca nie bardzo zdawał sobie sprawę z tego co sprzedaje, bo uparcie nazywał ją Szecherezadą.
Gupi, gupi sprzedawca ;))











Kot na fotce niestety nie jest moim nowym nabytkiem. Przybłąkała się zaraza jak robiłam sesję lalce. Koniecznie chciał na rączki i zeżarł Morganie welon.



















Wszelkie podobieństwo do ludzi żywych (szkoda, że nie martwych) jest zamierzone i celowe.
A skoczcie mi Kwietniowie!

36 komentarzy:

  1. Śliczna dama! Czyżby miała mold goddes? A sąsiedzi to problem straszny, ale u mnie na szczęście nie jest źle, większość mieszkańców to ludzie w wieku 30-50 z dziećmi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yoo- to Goddes :)
      A pan Kwiecień sam ma może 50 lat.
      Niestety mentalność dziadka.

      Usuń
  2. Szecherezada... tfu, to znaczy Morgana - pierwsza klasa! Suknia misterna, nawet peleryna ma podszewkę. Trafił Ci się skarb!
    Co do WSPÓLNOTY, to ja mam podobnie, a nawet gorzej! Mogłabym się policytować, ale nie chcę sobie humoru psuć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze przeczytałam całość :) świetnie piszesz :) naprawdę mogła byś jakieś książki pisać :) na pewno by mnie wciągnęły :) na śmiałam się nie powiem :) mimo że wiem iż śmieszne z pewnością nie jest ... U mojej mamy Stary Dom .. i os niedawna "wspaniała" wspólnota ./... no masakra :) trzymaj się ciepło :)i jak najszybszych funduszy życzę :):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zatłukę Kwietnia i pójdę siedzieć, to na bank napiszę książkę zza krat.
      Pozostaje tylko czekać :)

      Usuń
  4. Współczuję sąsiadów, nie chciałąbym mieć Kwietnia przez cały rok...
    Moja sąsiadka za to potrafiła o północy, poruszając się lekko chwiejnym krokiem, przynieść świeże pączusie, bo właśnie usmażyła, a widziała, że się światło pali. Teraz znalazła sobie nowe ofiary i już nas pączkami nie raczy.
    A morgana piękna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... darmowe żarcie o 12 w nocy? Brzmi nieomal jak raj ;)
      Do mnie kiedyś sąsiad pijak przyszedł w niedzielę o 3 rano(!) zapałek pożyczyć.

      Usuń
  5. Dobrze, że mieszkam w domu, a nie w bloku, mając takich sąsiadów, bym się nerwicy nabawiła. Coś mi się zdaje, że pan Kwiecień naoglądał się za dużo serialu Alternatywy 4. Na Twoim miejscu pewnie szukałabym innego mieszkania, bo z zacofaną WSPÓLNOTĄ nie dojdziesz do porozumienia. Jak ja nienawidzę takiego "wchodzenia z butami" w czyjeś życie i wścibstwa...

    Morgana piękna, te włosy, oczy i strój miodzio.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie pozostaje mi nic innego, jak współczuć takich sąsiadów i życzyć szybkiej przeprowadzki. Jakby ktoś mi coś zrobił z taką Morganą, to chyba bym zatłukła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najchętniej tłukłabym ich tą Morganą :))

      Usuń
  7. Nieźle się uśmiałam z głupoty ludzkiej czytając ten wpis... Szczerze współczuję. Przez rok czasu miałam podobnie. Właściciele (a tak na serio rodzice właściciela- stare zrzędy) potrafili nachodzić nas codziennie... A kiedy nadszedł w końcu upragniony czas przeprowadzki, pan "właściciel" straszył moją mamę Policją. Bo grzyb na ścianie wyskoczył, a wcześniej go nie było. Z tym, że u nas było odwrotnie. Bo NIE otwieraliśmy okien. A wyskoczył, bo pewnego baaaardzo deszczowego dnia zalało cały garaż, mieszczący się pod domkiem. Ale to nic, przecież nie wietrzyliśmy...

    Morgana przepiękna. Ma cudowne oczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne opowiadanie - bardzo dziękuję za ten post (wiesz dlaczego). :)
    Całe szczęście, że mieszkam w mojej "twierdzy" i prawie nie widuje sąsiadów (jeśli nie chcę).
    Lalka ma bardzo ciekawe spojrzenie - niewątpliwie pasuje do Twojej kolekcji.

    Buziale :-*

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, ci sąsiedzi, skąd ja to znam... Ja dzięki miłym sąsiadom jestem na etapie poszukiwań nowego gniazda. Lalka cudowna, ma piękne oczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam jak wkurzały mnie komentarze nt smoczka w paszczach moich dzieciaków. Odpowiadałam zaczepnie, jako, że ja z tych niskich, a kurduple wiadomo skoczne są i wojownicze jak trącisz. Miałam jedną odpowiedż "do wojska" mu przejdzie. Jak czytałam to stopniowo podnosiło mi się ciśnienie, nie zazdroszczę, bo z takim skurwielem trudno sobie poradzić. Trzymam kciuki za jak najrychlejsze opuszczenie Norki ew. przeniesienie imć Kwietnia, gdziekolwiek. Lalki boskie :) a zdjęcia jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż, Króliku! ogłoszenie o sprzedaży domu wyszło Ci świetne- ilustracja też- jednaj najpiękniejsza bezsprzecznie jest lalka. Mattel się postarał, żeby ją apetycznie wystylizować.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lalka jest przepiękna i kot słodki. :)
    Co do sąsiadów... A ja myślałam, że to ja mam przechlapane z sąsiadem alkoholikiem i wiecznym remontem mieszkania pode mną. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie chcę Cię pocieszać, ale jak nie upierdliwy dozorca to zawsze się trafi jakaś inna cholera. Mnie się przytrafiła bardzo daleka znajoma, która mieszka na drugim końcu miasta, a która zawsze przybłąka się w pobliże jak robimy grilla tudzież inny sposób miłego spędzania czasu, a później roznosi po całym miasteczku info jakie to u nas "libacje się wyprawiają". Całe szczęście, że zawsze można się pocieszyć tak piękną lalką jak Twoja Morgana:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Życzę co prędzej wygranej w totka, bo zwariujesz. Chyba, że zaczniesz płacić pięknym za nadobne i panu Kwietniowi tak zatrujesz życie, że to on się wyprowadzi. A na poczcie zrób awanturę, napisz skargę i każ sobie pieczątkę przybić na kopii, możesz też poinformować, że masz znajomego dziennikarza i następnym razem potwierdzona kopia trafi do niego.
    A Morgana jest cudna, na pewno potrafi poprawić humor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam skargi. Prosiłam i błagałam...
      Jedyne co się dowiedziałam, to to, że "moja" poczta nie ma listonoszy na etacie i zatrudnia roznosicieli przez "zewnętrzną firmę". Tak więc w dyplomatyczny sposób powiedzieli: "spadaj na szczaw Króliku"

      Usuń
  15. ohhh.....widzę,że i WY Króliczki trafiliście na "gniazdo os"......Wspólnoty są koszmarem kapitalizmu.........ale ciul z nimi!

    Lalka przepiekna i napewno warta wyrzeczeń!

    OdpowiedzUsuń
  16. Szecherazada zacna :))
    jak czytam opis, to zaczynam zastanawiać się czy nie mieszkamy w tym samym bloku ;) listonosza zdecydowanie mamy tego samego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz wiedziała czy ten sam, jak ja tego swojego spotkam i mu gębę obiję :)

      Usuń
  17. Jak to powiedział Edward Cullen: "za kilka lat wszystko samo się rozwiąże".Członkowie wspólnoty po prostu umrą.
    Dobrze, że lalek nie odkrył!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za kilka lat z panem Kwietniem, to ja mogę być w domu bez klamek.
      Edkowi łatwo było mówić- on się nie starzał.

      Usuń
  18. miałaś szczęscie!Piękna jest! A kot fajnie że się załapał na fotkę :D

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas na szczęście maż jest szef, a babcie nawet w miarę ugodowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieto Ty żyjesz?!? A ja już na mszę za Twoją duszę dałam :))

      Usuń
  20. Sąsiedzi... Kwietniowy przypadek to idealny dowód na to, że ludzie nie mają własnego życia.
    Szczerze współczuję- oczywiście miałam podobnie do czasu kiedy postanowiłam się wyprowadzić- za morze i teraz mam najświętszy spokój:)

    Morgana piękna, taka czarująca;)

    OdpowiedzUsuń
  21. O ja cię w mordę z takim sąsiadem/cieciem.
    Morgana piękna, ma niesamowite oczy, a zdjęcia w plenerze - piękne .

    OdpowiedzUsuń
  22. Mi nieotwieranie okien kojarzy się z pleśnią na ścianach (mój sąsiad dobrym tego przykładem). Jakiś ograniczony ten pan Kwiecień jest. podobno KGB już nie ma....
    Pamiętam tą "szecherezadę" z all. Nie wpadłam na to, ze to Morgana. Nie dziwię się, że uciekła od takiego starego Kena ;) Chociaż widać, ze dziadek ma werwę :)

    OdpowiedzUsuń
  23. My też mieliśmy dwie takie w bloku. Jednej już nie ma. Powinniśmy się przed wprowadzeniem przyjść i przedstawić. A w ogóle to czy my bedziemy grzeczni? obrabianie nam d... przed sąsiadami, ba - nawet donos do miejscowego proboszcza, że sakramencka zaraza zamieszkała, co to żyje na kocią łapę (skąd to se wytrzasnęli, nie wiem - ślub mam, nawet dwa :))) Do tego notoryczne puszczaniem nam od północy na cały regulator jednego i słusznego radia (mamy obok okna, więc latem trzeba odtworzyć, bo się idzie udusić). Więc małżonek w towarzystwie dzielnicowego wytłumaczył w końcu miłej pani, że zakłóca spokój i postępuje niezgodnie z zasadami współżycia społecznego. I co zrobimy, jeśli pani się nie uspokoi. I od tamtej pory cisza i spokój :))) Z chamstwem trzeba krótko.
    A Morganę już komentowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Morgana jest po prostu fantastyczna !!! Zazdroszczę takiego przepięknego nabytku (jakie ona ma włosy) :)))
    A Kena można sprzedać na ten przykład.
    Życzę jak najszybszej przeprowadzki !!!
    Pozdrawiam serdecznie :0

    OdpowiedzUsuń
  25. Współczuję sąsiada! Mieliśmy takiego, co zbierał "skarby" po śmietnikach i miał wysypisko w domu, a do nas tylko karaluchy lazły. Problem się rozwiązał, że tak powiem, naturalnie i wreszcie karaluchy raz wytrute nie wróciły, a nowym sąsiadom sympatycznie z paszczy patrzy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Króliku,
    byłam kiedyś dowódcą jednoosobowym takiej wspólnoty.
    Zrobiłam remont sieci gazowej i elektrycznej, bo by to w p.... w kosmos wyleciało.
    A teraz wygodnie jestem żoną (idiotką) w mężowskim mieszkaniu. I NIC nie rozumiem. I nie umiem. ;-)))))))
    A w moim mieszkaniu córcia mieszka i informuje o pomysłach wspólnoty.
    Donosi, taka jest.

    OdpowiedzUsuń
  27. No wiesz, może ja źle myślę ale dla mnie WSPÓLNOTA powinna podejmować WSPÓLNE decyzje, a nie chore mrzonki jednego dziada. Mieszkam już trzy lata, jedyny remont jaki był to wylanie cokolików pod klatką schodową i to za taką cenę, że moje chłopaki z budowlanki zrobiły wielkie oczy. Ja też chciałam działać dla dobra ogółu, ale wtedy właśnie pan Kwiecień uświadomił mi jaka jest według niego rola kobiety w społeczeństwie...
    Tak więc skoro mam być idiotką- to będę XD

    OdpowiedzUsuń
  28. Gratuluje zakupu i nie zazdroszczę sąsiadów! Miałam podobnych tylko gorszych! Dzieli z nami piętro i uwaga- łazienkę (!) Mieszkanko było połączeniem dwóch kawalerek w przedwojennym budyneczku. Mieszkało tam dużo młodych ludzi z dziećmi w moim wieku i mieliśmy fajne podwórko. Niestety nasi sąsiedzi ciągle sieli patologie kłócąc się i szarpiąc po pijaku, donosząc na nas do administracji bo rower stoi, paląc papierosy i kszląc o 5 rano pod naszymi drzwiami, a w ogóle pani P. była starą wredną małpą żeby nie użyć słowa na K. Gdyby nie oni byśmy tam zostali ale tak się nie dało żyć (jeszcze ze wspólną łazienką...). Więc żegnaj duży pokoju (14m2) w małym budyneczku z podwórkiem i dziećmi, witaj 12-sto piętrowy molochu z 9m2 pokojem ;( Pozdrawiam Anek

    OdpowiedzUsuń