Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!

poniedziałek, 19 lipca 2010

Ciekawostki z króliczej nory

Od razu mówię: nadal czytam, więc nie aktualizuję! Jednakże jest już światełko w tunelu dla nieprzebranych rzeszy wielbicieli mojego bloga- poczyniłam zakupy. Zarówno na ebayu, jak i na All, więc jeśli poczta nie zgubi to będzie o czym pisać.

Dzisiaj chciałbym pokazać Wam ciekawe zestawienie kilku zdjęć, które pokażą jak ewoluowała moja kolekcja. Natchnęła mnie pewna fotka, którą wygrzebałam na dysku Małżona:



Tak wyglądała moja "kolekcja" pierwszego dnia po przeprowadzce i wypakowaniu lalek. I pomyśleć, że już wtedy myślałam, że ich jest dużo...


Tak wyglądała kolekcja, gdy zaczynałam pisać tego bloga:


Wtedy uważałam, że jest ich bardzo dużo...

A tak wyglądała, gdy ostatnio próbowałam je policzyć:



A teraz druga półeczka:




A obecnie jest jeszcze trzecia półeczka, szafeczka i szufladka XD

...i ciągle mi mało!

piątek, 9 lipca 2010

Żyję, ale poza siecią...

Słonko, ptaków śpiew, motylki, lody.... lato, lato!!!!!

Komary, duchota, upały i pot!- oto moja aktualna definicja lata. Żebyśmy się zrozumieli, ja kocham ciepłe miesiące, ale aktualnie nienarodzony jeszcze Pan Ryszard dość mocno daje mi się we znaki. W sumie małemu się nie dziwię, że mnie kopie. W końcu jest Mundial i chociaż ja baaaardzo jestem niesportowa,to co ma innego dzieciak zrobić, jeśli od rana do nocy jestem bombardowana informacjami o tym, że ośmiornica przepowiedziała trafnie wynik meczu. Swoją drogą ciekawe czy ta sama ośmiornica już przepowiedziała czy zjedzą ją z masłem czy z czosnkiem, bo jak mniemam taki los ją czeka, bo na nową Pytię to jej raczej nie wezmą...

Na jakiś czas postanawiam zrobić wolne od lalek i przejść na chwile w tryb offline. Mam nowe okazy do opisania, ale jest sezon urlopowy i tak naprawdę nie ma kto tego czytać (poza oczywiście moimi stałymi gośćmi- za co bardzo dziękuję:))
Mam inne zajęcie, na jakieś dwa tygodnie- KSIĄŻKI!!!! Jak kiedyś wspominałam jestem uzależniona od czytania. Mam przy tym dość specyficzny gust, a mianowicie uwielbiam psychopatycznych morderców i horrory (o duchach, a nie tak modne ostatnio pseudo-straszydła o bladych ludziach z anemią). W mojej bibliotece wyczytałam już wszystko co się dało. Z empiku naniosłam tonę literatury, ale empik jet drogi i tak wychodzi, że dwie książki to nierzadko jedna lalka, więc też nie jest to idealne rozwiązanie, a "mola" karmić trzeba.
Cud się zdarzył! W lokalnej prasie znalazłam ogłoszenie pewnej Pani, która wyzbywała się książek ze względu na przeprowadzkę. Coś zagrało w mojej głowie, zadzwoniłam do niej, umówiłam się na wizytę i znalazłam się w raju. Okazało się, że babeczka wyprzedaje książki które jej zostały po siostrze- antykwariuszce i że wszystkie bez wyjątku stanowią "mój" typ czytadeł. Do domu wróciłam jak wielbłąd, z turystycznym plecakiem i torbą podróżną makulatury- za psi pieniądz, za to wszystko zapłaciłam mniej niż np.: Silkstone Debut. Będę szczęśliwa przez jakiś czas :)) Pewnie do końca urlopów nie starczy, bo czytam dwie dziennie...
Więc pomimo, iż aktualnie jestem w pracy, od biurkiem potajemnie trzymam jakies straszydło i poczytuję sobie.

Na koniec mały demotywator lalkowy:



Zamieszczam nie po to, żeby się przyznać, że jestem fanką demotów, tylko po o żeby Wam pokazać jak bardzo jestem spaczona: gdy go zobaczyłam po raz pierwszy, nie zastanawiałam się ani trochę nad podpisem (swoją drogą kiepskim i oczywistym), tylko model i rok wypuszczenia lalek :)

poniedziałek, 5 lipca 2010

Klejnoty z pudełka

Dzisiaj będzie aż o trzech lalkach. Wszystkie są piękne i kolorowe i zasadniczo żadna z nich nie ma swojej barwnej historii w tle. Ot każda trafiła do mnie przypadkiem i każda błyszczy blaskiem jakiegoś kamienia szlachetnego.

Na początek Sapphire Sophisticate Barbie z 1997 roku. Została ona wyprodukowana dla sieci Toys'R Us jako edycja specjalna.

Sapphire Sophisticate- w języku Mattel znaczy "szafirowe wyrafinowanie", a ja powiedziałabym, że "wieloniebieski przesyt", bo sami przyznacie, że tego "szafiru" w lalce ciut za dużo:



Serio, ale nie wiem czy nawet w latach osiemdziesiątych, kiedy wszystkiego było za dużo, ubranie tak wystawnej kiecki nie było by odebrane jako coś "bue".

Tak wygląda lala w pudle:


Pudełko nie wyróżnia się niczym szczególnym: holograficzne tło i nic więcej.
Jako dodatki do lalki dołączona była szczotka i niebieskie szpilki.

Ta sama lalka była sprzedawana także w wersji AA:


Strój lalki składa się z żakietu i bardzo obfitej spódnicy z halką. Zestaw jest wykonany z dwóch, różnych materiałów, błyszczących i sztywnych.

Dodatkową ozdobę stanowią trzy guziczki, srebrne z błękitnym oczkiem.

Na biżuterię składają się kryształowe kolczyki i sznur granatowych pereł.


Do kompletu jest jeszcze pierścionek, który do niczego nie pasuje :)


Włosy lalki są w kolorze nijakiego brązu, spięte w misterny kok.


Same włosy też nieco rozczarowują: są suche i takie jakieś "sianowate". Nie chcę ich za bardzo czesać żeby nie zniszczyć ich bardziej, a nie mam wystarczających umiejętności fryzjerskich żeby samej coś zaimprowizować.


Teraz przechodzimy do następnego klejnocika:


Emerald Elegance Barbie z 1994 roku, czyli na bardziej zrozumiało: Szmaragdowa Elegancja.

Dokładnie ta sama lalka została już opisana na blogu Mieszka. Więc nie będę jej dodatkowo opisywać, jedynie wrzucę kilka zdjęć.


Najfajniejsze w lalce są jej rude włosy.


Biżuteria, podobnie jak u Sapphire, składa się z kryształów, ale tutaj kolczyki i naszyjnik pasują do siebie.

Suknia jest ozdobiona materiałowym kwiatem.
Taki sam kwiat był w oryginale we włosach lalki, niestety moja nie posiada tej ozdoby.


Niestety włosy u tej lalki są tego samego gatunku, co u poprzedniczki, co sprawia, że wyglądają po prostu źle.

Poprzedni właściciel próbował reanimować te kudły, ja próbowałam... nic z tego, lalka nadal straszy snopkiem siana na głowie :(

Suknia lalki ogromnie mi się podoba. Jest misternie wykończona i choć równie pyszna co u Szafirowej, to w dużo lepszym guście.


Żakiecik można zdjąć i wcale nie psuje to kompozycji:


I przechodzimy do trzeciej błyskotki w zestawieniu:


W prawdzie nie wiem jaki to model lalki, przypuszczam że jakaś Chistie, ale strój jaki ma na sobie to Amazing Amethyst (Zdumiewający Ametyst) z serii Fashion Avenue.


Zdjęcie nie jest moją własnością, pochodzi z aukcji na Allegro i nie mam do niego absolutnie żadnych praw:)

Laleczkę dostałam od kuzynki mojego męża, jest to jedna z jej ukochanych lalek z dzieciństwa i obiecałam, że włos jej u mnie z głowy nie spadnie.



Pierścionek dodany do zestawu jako klejnot dla małej księżniczki, doskonale sprawdza się jak torebka wieczorowa.


Ponieważ nie miałam, jak zwykle, pomysłu na fryzurę, to włosy Christie ozdobiłam opaską pod kolor kreacji.


Jak już mówiłam, nie wiem co o za lalka. Kuzynka mówi, że w oryginale była baletnicą, ale jak sama zapewnia- ma krótką pamięć :)
Faktem jest,że makijaż lalki utrzymany w tonacji różu, ładnie pasuje do fioletu sukienki.

Całości dopełniają fioletowe kapeczki z brokatem.


Ta lalka jest zdecydowanie moją ulubienicą spośród całej "szlachetnej" trójki.


czwartek, 1 lipca 2010

Noc Kupały

Moje lalki poszły na sabat, bo ja nie mogłam. Wynikła z tego sesja zdjęciowa w parku i utwierdzenie w przekonaniu, że dzisiejsza młodzież "pogimnazjalna" w jakiejś części jest tak głupia, że woła to o pomstę do nieba. Przepraszam za może za mocne słowa, nie chcę nikogo obrażać, bo wiem, że ludzie są różni i różna młodzież, ale przemawia przeze mnie rozgoryczenie.
Wzięłam lalki do parku. Chciałam zrobić kilka fotek korzystając z fajnego światła i przy okazji zaprezentować światu nową lalkę. Oczywiście w takim wielkim parku musiałam trafić na grupę podpitych półgłówków, którzy absolutnie nie mogli zrozumieć co ja takiego robię, bo nie mieściło się to w ramach ich myślenia. I tak teksty typu:
- Ty paaa... jaka gupia lalki cyka... ale żal... (tutaj kilka niewybrednych przekleństw) itp
Nosz kurde, myślałam że w pewnym momencie wieprzą mi dla samej idei, no bo tak... Kiedy nie zareagowałam, poszli chlać piwko gdzie indziej i zostawili mnie w spokoju- być może też dlatego, że w ich grupie była samica, a jak wiadomo obecność samicy uspokaja testosteron.
Muszę Wam przyznać, że mało we mnie odporności na głupotę ludzką i ciągle mnie "nosi" jak sobie to przypomnę.

Ale żeby było o lalkach,to dwie piękności, które udały się w plener to Kayla, którą już znacie i Livia (której w fabryce dali Teresa), której jeszcze nie znacie :)

Livię kupiłam na eBayu za psi grosz, bo nie wiedziałam co to za lalka. Zakochałam się w jej kruczych włosach i postanowiłam nabyć. Lalkę kupiłam jako mocno uszkodzoną- szczeniak "zmemłał" jej dłoń.



Łapkę naprawiłam, chociaż było ciężko, ale miałam problem z ubraniem lalki. Zwyczajnie nie rozpoznałam serii, więc wymyśliłam mroczno- gotycką czarną suknię. I byłam mocno zdziwiona gdy już wyszło na jaw skąd moja lalka pochodzi.

Oto Teresa w pudle:

Jest to seria Top Model z 2007 roku.

A tak wygląda moja Livia:


Przyznacie, że różnica znaczna:)

Moja lalka ma na imię Livia, a sukienkę, którą ma na sobie uszyła moja najdroższa MamaMałżona i wyszło jej to cudownie, zważywszy że nigdy tego nie robiła, bo ma samych synów! Ja jestem zakochana i w sukience i w lalce i w MamieM XD

Oto zdjęcia z Sabatu:
























Wybaczcie, że nie wymyślam podpisów pod zdjęcia, ale zwyczajnie jestem zniechęcona :(